Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dead & Alive

Dead & Alive - The Devil Wears Prada

Dead & Alive

Wykonawca:

The Devil Wears Prada

Gatunek:

Metalcore

7 /10

"Dead & Alive" to zapis koncertu The Devil Wears Prada zagranego w ramach ostatniej trasy po Stanach oraz swoiste podsumowanie twórczości tego zespołu.

Zestaw utworów składający się na ten koncert ukazuje cały dorobek kapeli oraz pełnię zmian, jakie zachodziły z każdym kolejnym i przełomowym dla tej formacji albumem.

Niestety, wnosząc po tym krążku, z przykrością stwierdzam, że The Devil Wears Prada niespecjalnie dobrze wypada na żywo. Owszem, instrumentaliści - z naciskiem na sekcję rytmiczną - dają radę, ale postać numer jeden i znak rozpoznawczy zespołu - Mike Hranica już niekoniecznie. W sieci zarówno wielu fanów jak i przeciwników kapeli punktuje braki w warsztacie wokalisty i zarzuca mu zbytnie posiłkowanie się pomocą realizatorów w studio, przez co potem na żywo nie jest on w stanie odtworzyć swoich partii. Szczerze mówiąc stojący u jego boku i śpiewający czysto Jeremy DePoyster też specjalnie dobrze się nie spisuje, ale ten - w przeciwieństwie do Hranici - ma mniej do roboty, a zatem mniej okazji by popełniać błędy.

Z szesnastu kompozycji zawartych na "Dead & Alive", najlepiej wypadają "hity" z doskonałej "Zombie EP", czyli "Escape" oraz niekwestionowany koncertowy banger i jeden z najlepszych metalcore’owych utworów ostatnich lat "Outnumbered’’. Reszta, zwłaszcza materiał z ostatniej jak do tej pory i mocno promowanej "Dead Throne", wypada trochę blado w porównaniu z materiałem z EP-ki, czy z (jak to się teraz mówi) sztosami z "With Roots Above And Branches Below" (m.in. "Dez Moines"). Podsumowując, radzę traktować ten krążek jako gratkę dla fanów. Ci, którzy jeszcze nie znają The Devil Wears Prada, lepiej niech zaczną od studyjnych albumów, bo kontakt z zespołem w wydaniu koncertowym może okazać się (zupełnie niepotrzebnie) rozczarowujący. Zobaczymy jak poradzą sobie na gigach w Polsce.

Grzegorz "Chain" Pindor