Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hungarian Rhapsody. Live in Budapest

Hungarian Rhapsody. Live in Budapest - Queen

Hungarian Rhapsody. Live in Budapest

Wykonawca:

Queen

Gatunek:

Rock

9 /10

"Hungarian Rhapsody" to wydany po raz pierwszy na DVD zapis koncertu, który Queen zagrał 27 lipca 1986 roku na stadionie Nepstadion (dziś Stadion im. Ferenca Puskása) w Budapeszcie.

Po ogromnym sukcesie na Live Aid rok wcześniej, Queen ponownie znalazł się na szczycie. Relacje panujące w szeregach formacji były dobre, ale mimo to muzycy planowali zrobić sobie przerwę i skoncentrować się na własnych projektach. Po pewnym czasie zespół otrzymał jednak propozycję stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu Nieśmiertelny, i postanowił z niej skorzystać. Kapela zamknęła się w studio, a rezultatem ich pracy stał się "A Kind of Magic". Album dość dziwny, będący połączeniem soundtracku do wspomnianego wyżej obrazu oraz kilku luźno powiązanych utworów. A skoro pojawiła się nowa płyta, wypadało ruszyć w trasę. Na tym etapie kariery Queen mógł już pozwolić sobie na wszystko, nic więc dziwnego, że gigantyczna, stadionowo-plenerowa, całkowicie wyprzedana Magic Tour okazała się największą i najbardziej dochodową trasą w historii zespołu. Niestety, czas pokazał, że również ostatnią, ale wówczas nikt nie był w stanie tego przewidzieć.

Wszystko zaczęło się w Sztokholmie, dalej karawana przetoczyła się przez kilka krajów, dając między innymi dwa gigi na Wembley (zapis jednego z nich znalazł się na DVD "Live at Wembley Stadium"). Wreszcie, po koncercie w Wiedniu, kapela przybyła do Budapesztu; i to w swym bombastycznym stylu, bo wodolotem po Dunaju. Show, które miało miejsce 27 lipca 1986 r., było pierwszym stadionowym koncertem za żelazną kurtyną. Nic zatem dziwnego, że do nakręcenia filmu, dokumentującego to wydarzenie, zatrudniono reżysera Janosa Zsombolyaia, który do realizacji powierzonego zadania podszedł bardzo poważnie, między innymi gromadząc na potrzeby rejestracji wszystkie kamery filmowe, jakie tylko dostępne były na Węgrzech. Rok później film ukazał się na VHS; na edycję DVD trzeba było poczekać znacznie dłużej. "Hungarian Rhapsody", wydany kilka dni temu przez Universal, jest ważnym wydawnictwem również z tego względu, że to ostatni pełny koncert, jaki Queen zarejestrował w oryginalnym składzie. A 9 sierpnia w Knebworth Park 120 tysięcy ludzi oglądało na żywo Queen z Freddie Mercury’m po raz ostatni.

Z oczywistych względów setlista budapesztańskiego gigu niemal w 100% pokrywa się z bardziej znanym, zagranym w ramach tej trasy, występem na Wembley. Najistotniejsza różnica to brak "Another One Bites the Dust". Wszyscy miłośnicy zespołu otrzymali za to wyjątkową perełkę - "Tavaszi Szel Vizet Araszt", to jest tradycyjną pieśń węgierską, odśpiewaną przez Mercury’ego w oryginalnej wersji językowej. Nie zabrakło również największych hitów Brytyjczyków, w tym kawałków z promowanego na trasie albumu "A Kind of Magic", wtedy nowych, a dziś absolutnych klasyków. Warto zwrócić też uwagę na porywająco wykonany cover Little Richarda "Tutti Frutti", dowodzący, że Queen równie dobrze czuł się w typowych dla siebie, stadionowych, nieco napuszonych kompozycjach, jak i w czystym żywiołowym rock’n’rollu.

Mimo podobieństw do wydanego przed recenzowanym materiałem DVD, zarejestrowanego na Wembley, nie warto z góry skreślać "Hungarian Rhapsody". Nie tylko z historycznych, wspomnianych wyżej powodów, ale przede wszystkim dlatego, że każda okazja jest dobra, by zobaczyć Queen w tak doskonałej formie. Oczywiście, główną rolę gra tu nie kto inny, jak Mercury, który prezentuje rewelacyjną formę wokalną, śpiewając lekko i bez trudu, a przy tym niemal non stop w biegu po gigantycznej, kilkuplatformowej scenie. Koncert został nie tylko świetnie nakręcony i zmontowany; wrażenie robi także zremasterowana ścieżka dźwiękowa, klarowna i selektywna, w której znalazło się miejsce nawet dla świetnych partii basu Johna Deacona.

Dodatkową atrakcją są ujęcia z wizyty kapeli w Budapeszcie, wplecione między utwory, i poświęcone każdemu po kolei muzykowi Queen, jak również bardzo ciekawy film "A Magic Year", który dokumentuje wydarzenia, począwszy od występu na Live Aid, poprzez okoliczności powstania płyty "A Kind of Magic", na trasie "Magic Tour" skończywszy. Znalazły się tam fragmenty wywiadów z muzykami, m.in. te, w których Mercury tłumaczy, że tak naprawdę celem każdego muzyka jest gra przed jak największą publicznością, a lansowanie przeciwnych poglądów to bzdury, zaś Roger Taylor, zapytany o największy istniejący w tamtym czasie zespół, z szelmowskim uśmiechem odpowiada - Dire Straits. Polecam.

Szymon Kubicki