Kup Magazyn Gitarzysta

Red Lamb - Red Lamb

Red Lamb

Wykonawca:

Red Lamb

7 /10

Projekt Dana Spitza, byłego gitarzysty Anthrax, stworzony wespół z rudzielcem z Megadeath, nie mógłby obfitować w nic innego, jak w heavy/thrash.

Co prawda, czasem w muzyce tego "bandu" pojawiają się hard rockowe naleciałości, ale jest to raczej zwykły smaczek. Sam Mustaine jest współtwórcą muzyki, współproducentem i współautorem tekstów, ale instrumentalnie nie wspiera Spitza. Robi to Patrick Johansson, znany z bębnienia w zespole Yngwiego Malmsteena, bliżej mi nieznany Don Chaffin na wokalu oraz pełniący dość istotną funkcję Chris Vrenna z Nine Inch Nails. Ścieżki syntezatorów są równie istotne co riffy Spitza, ale mam nadzieję, że w przyszłości "grupa" z nich zrezygnuje. Po co wspierać się elektroniką, gdy ma się w zanadrzu tyle dobrych riffów ("Puzzle Box", "Warpaint") i patent na to, jak grać przebojowo (te chórki i refreny!) a zarazem z furią, jaka towarzyszyła debiutom kapel z lat 80.

Niestety, debiut Red Lamb ma jedną zasadniczą wadę. Nie przekona do siebie młodzieży, ani nie zapisze się w historii heavy metalu jako dzieło przełomowe. No, może pod jednym względem (brak masteringu) ma na to szansę, ale tutaj też byłbym ostrożny. Szkoda, bo wydaje mi się, że nie tylko 30 latkowie mogą czerpać radość z obcowania z tym materiałem, a z całą pewnością, fani Anthrax, Anvil i wczesnego, jeszcze nie tak technicznego Megadeth.  Młodzież, zanim pozna Red Lamb, powinna nadrobić zaległości z niezwykle urodzajnych lat 80, a następnie cieszyć się tego typu albumami, dzięki którym można przenieść w czasie do tamtego okresu. Red Lamb nie zasługuje na miano undergroundowej perełki, ale kto wie… Jak na projekt, który nie jest promowany ilość wywiadów i recenzji jest niezwykle zaskakująca. Tak jak wysokie noty wystawiane przez kolegów po piórze.

Ot, taka ciekawostka. Warto sprawdzić, ale czy kupić i zapamiętać - już niekoniecznie.

Grzegorz "Chain" Pindor