Kup Magazyn Gitarzysta

Utopia - Distorted Harmony

Utopia

Wykonawca:

Distorted Harmony

8 /10

Distorted Harmony para się dźwiękami, po które nie sięgam zbyt często. Gdy jednak jakiś czas temu "Utopia" w tajemniczy sposób zmaterializowała się na moim biurku, wystarczyło jedno przesłuchanie, bym z miejsca dał się w ciągnąć w muzyczny świat, kreowany przez zespół.

Od tamtego czasu po recenzowaną płytę sięgam regularnie, wciąż odkrywając w niej coś nowego, czego nie dostrzegłem wcześniej. A jest co odkrywać, bowiem "Utopia" to istny spektakl różnorodności, skrzący się mnóstwem świetnych pomysłów. Młodzi muzycy z Izraela, którzy utworzyli Distorted Harmony zaledwie trzy lata temu, umościli się wygodnie w prog metalowej szufladzie i grają tak dojrzale, że trudno uwierzyć, iż "Utopia" to dopiero ich debiut. A może to właśnie brak weterańskich nawyków i schematyczności, dyktowanej rutyną, to jest dwu najbardziej irytujących cech, tak częstych u wielu uznanych marek gatunku, sprawia, że album brzmi tak świeżo i dobrze. Owszem, można wyczuć tu wpływy progresywnych tytanów w rodzaju Dream Theater, Pain of Salvation (choćby w partiach wokalu, ale nie tylko), a nawet Opeth ("Utopia"), ale nijak nie mogę zarzucić formacji braku oryginalności.

Pierwsze skrzypce w Distorted Harmony gra Yoan Efron, który założył zespół, stworzył większość muzyki, napisał część tekstów, wyprodukował debiutancki materiał, a w kapeli przechwycił klawisze. Parapet nie pojawia się nachalnie w każdej minucie płyty, gitary też mają swoje do powiedzenia, ale rola klawiszy jest bardzo ważna. Co więcej, partie tego instrumentu są prawdziwą ozdobą materiału; bez względu na to, czy występują w postaci tła, muzycznego motywu, czy tylko szalonej solówki. Jakby tego było mało, Yoan zajął się również orkiestracją. To jeden z ciekawszych elementów, wyróżniających "Utopię". Zaniepokojonych uspokajam, zespół nie uległ pokusie wstawienia orkiestrowych fragmentów, gdzie tylko się dało. Uniknął tym samym stworzenia pseudoklasycznego, bombastycznego potworka, brzmiącego jak soundtrack autorstwa średnioutalentowanego fachowca od muzyki filmowej. Owszem, skojarzenia ze ścieżką dźwiękową są na miejscu, ale to jedynie smaczki, które dodatkowo wzbogacają materiał, i które świetnie zadziałały na przykład w "Breathe", "Blue", czy przede wszystkim "Unfair". Ten ostatni kawałek rozpoczyna się niemal bajkowo, lekkim jazzowym chilloutem, w czym niemała zasługa gościnnych partii saksofonu, po czym przechodzi w dość mocne i energetyczne fragmenty.

Podobne kontrasty to rzecz charakterystyczna dla "Utopii". Nie jest to oczywiście wynalazek Distorted Harmony, łączenie spokoju z hałasem to znak rozpoznawczy wielu prog-metalowych formacji, ale Izraelczycy robią to wyjątkowo zgrabnie i umiejętnie. Wprawdzie po hałas nie sięgają szczególnie często, ale w kilku miejscach pokazują, że potrafią przygrzać mocniej, trochę połamać rytmy ("Obsession"), czy po prostu całkiem wyraźnie przyspieszyć. Dodając do tego w pełni profesjonalne brzmienie (za mastering odpowiadał sam Jens Borgen z Fascination Street Studio), co zresztą dla tego gatunku jest normą, końcowy rezultat robi wrażenie. "Utopia" wciąga i uzależnia. Świetna robota.

Szymon Kubicki