Kup Magazyn Gitarzysta

Grrr! - The Rolling Stones

Grrr!

Wykonawca:

The Rolling Stones

Gatunek:

Rock

9 /10

Najstarszy, a jak i niektórzy dowcipnisie uważają, najbrzydszy zespół rock’n’rollowy świata obchodzi swoje 50-urodziny.

Co prawda Jagger i Richards twierdzą, że dopiero pojawienie się w kapeli Charlie Wattsa w styczniu 1963 wyznacza właściwy początek The Rolling Stones. Niemniej jednak to 12 lipca 1962 roku w klubie Marquee w zastępstwie Blues Incorporated odbył się pierwszy, historyczny koncert Stonesów. Od tamtego czasu "toczą się kamienie", ku uciesze wielu słuchaczy, już przez pół wieku. Jubileusz jest i będzie świętowany na całym świecie w różnej formie (książki, płyty, filmy dokumentalne). Planowane są również koncerty w wykonaniu szacownych jubilatów oraz byłych członków zespołu, czyli Billa Wymana i Micka Taylora.

Kompilacja "Grrr!" ukazała się na rynku w kilku różnych wersjach i zawiera od 40 do 80 utworów wytłoczonych na płytach CD lub winylach. Listę największych przebojów The Rolling Stones uzupełniają dwie premierowe kompozycje: "Doom And Gloom" i "One More Shot". Niniejsza recenzja dotyczy najskromniejszego wydawnictwa zawierającego na dwóch krążkach CD 40 utworów. Kompilacja jest przekrojem przez twórczości zespołu od czasów zamierzchłych ("Come On" z 1963 roku) po współczesność. Zdecydowanie najobszerniej prezentowane są utwory z lat '60, a po dorzuceniu tych z lat '70 okazuje się, że wypełniają one prawie 3/4 zawartości obu krążków. Cieszy mnie taki wybór, bo był to najciekawszy okres w działalności zespołu.  Pierwsze cztery kawałki to covery, ale dalej (z jednym wyjątkiem) to wyłącznie dzieło bardzo płodnego tandemu autorskiego Jagger-Richards. Wielkie ponadczasowe hity znane i lubiane od wielu lat, co nowego można o nich powiedzieć? Jak i po co opisywać "(I Can’t Get No) Satisfaction", "Ruby Tuesday", "Jumpin’ Jack Flash", "Honky Tonk Woman", "Angie" czy "Paint It Black"? Lepiej po prostu ich posłuchać.

Kiedyś, raczej dawno temu, wśród słuchaczy panowały małe wojenki, czasem przechodzące w ostre spory. Wystarczyło odpowiedzi na pytanie "kogo wolisz The Rolling Stones czy The Beatles?" aby zyskać wrogów lub przyjaciół. Ja nie miałbym żadnego problemu z udzieleniem odpowiedzi na tak postawione pytanie - zdecydowanie The Rolling Stones. Od zawsze, kiedy słyszę ich kawałki czuję w sobie przyjemne wewnętrzne kołysanie - tak po prostu mój organizm reaguje na takie granie. Wystarczy jeden szorstki riff Richardsa, charakterystyczne uderzenia w bębny Wattsa czy kilka słów wyśpiewanych przez niezniszczalnego Jaggera i już mi się gęba śmieje. Bo The Rolling Stones to potęga!

Zawsze mam problemy z oceną kompilacyjnych albumów i to bez znaczenia jakiego wykonawcy dotyczą. Ktoś dokonuje wyboru według znanego sobie klucza i nie ma siły aby znalazły się tam akurat te wszystkie kompozycje, które ja sam bym tam umieścił. No cóż, taka specyfika składanek, bo jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził, zwłaszcza kiedy materiał tworzony był przez pół wieku. Oczywiście, miłośnikom The Rolling Stones polecam te najobszerniejsze wydanie kompilacji "Grrr!", bo dużo więcej słuchania i większe prawdopodobieństwo, że znajdą się tam te "najulubieńsze" utwory.

Robert Trusiak