Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Songs For The End Of The World

Songs For The End Of The World - Rick Springfield

Songs For The End Of The World

Wykonawca:

Rick Springfield

Gatunek:

Pop rock

6 /10

To niesamowite, że Springfield ma już ponad sześćdziesiąt lat. Pal licho jak wygląda czy się porusza - chociaż i tu snuję podejrzenia, że Rick może być australijskim Krzysiem Ibiszem, który wbrew upływającemu czasowi robi się coraz to młodszy.

Chodzi przede wszystkim o muzykę, bo siedemnasty album studyjny w dyskografii artysty to dźwięki tak rześkie i witalne, pełne młodzieńczej werwy oraz powiewu młodości, że niejeden nastolatek, mógłby przy Springfieldzie zostać posądzony o stetryczenie. Fakt, że "Songs for the End of the World" to w żadnym wypadku płyta choćby ocierająca się o dźwięki ambitne, bo i upchano tu po prostu czternaście mega-mainstremowych hiciorów pop-rockowych, z których żaden nie przekracza czterech minut. Jedne jakby żywcem wyjęte z amerykańskiego serialu dla nastek albo filmów typu "Spiderman", inne równie przebojowe, ale przebojowością już nie tak łopatologiczną. Są też ballady pachnące licealnym romantyzmem, takie jakie chciałaby wysłuchać na swoją cześć każda królowa balu maturalnego w USA z ust swojego pięknego księcia - co by zawistne koleżanki poczerwieniały z zazdrości. Są też popujące hardrocki w postaci choćby "My Last Heartbeat" czy "My Dui", gdzie całkiem przyjemne riffy łączą się z lukrowymi refrenami.

Zresztą cała ta płyta jest słodka i kolorowa jak świat i bohaterowie z "Jeziora marzeń". Tylko w przypadku Springfielda wypływa jeden problem - ten kicz zaraża swoją przebojowością, i tak jak normalnie serialowy rock wywołuje raczej nudności nadmiarem glukozy, tak nawet przez chwilę nie pomyślałem, że będzie wstyd gdyby ktoś usłyszał, że słucham sobie "Songs for the End of the World" potupując przy tym nóżką. Bo dobry mainstream to trzeba umieć robić, a Rick Springfield to po potrafi jak mało kto. Jakbym tak jeszcze kiedyś miał w swoim życiu ruszyć na podbój serc licealistek, to tylko z tym albumem w odtwarzaczu.

Grzegorz Bryk