Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Manticore And Other Horrors

The Manticore And Other Horrors - Cradle of Filth

The Manticore And Other Horrors

Wykonawca:

Cradle of Filth

Gatunek:

Black metal

8 /10

Cradle Of Filth, który działa już od ponad dwóch dekad, uraczył fanów dziesiątą płytą zatytułowaną "The Manticore and Other Horrors".

Zespół powraca ze sprawdzoną formułą, którą wypracował przez ostatnie lata działalności. Trudno oczekiwać większego szoku także od najnowszego albumu, choć znalazło się na nim całkiem sporo miejsca na fragmenty ożywcze dla dobrze znanych stylistycznych patentów Brytyjczyków.

Z czym dokładnie mamy do czynienia? 11 kawałków, ponad 50 minut muzyki, porywająca dynamika, bogate aranżacje i najważniejsze - świetne wyśrodkowanie pomiędzy brzmieniem a solidnym metalowym kopem. Anglicy nie odchodzą w znaczny sposób od swoich black metalowych korzeni, które były podwalinami do stworzenia obecnego stylu Cradle Of Filth. Utwory "Manticore" oraz "Frost On Her Pillow" (single które promują album) to standardowe kawałki w stylu, w którym utrzymana jest większość płyt zespołu. Czy rzeczywiście są one najlepsze?

Przykładowo zwróćmy uwagę na "Illicitus", wpierw rozbrzmiewający miarowymi akcentami, by następnie rzucić słuchacza w szalony wir brutalności. W takich kawałkach warto przyjrzeć się wyszkoleniu technicznemu Paula Allendera i  Martina Skaroupki (odpowiednio - gitara i perkusja). Panowie dostali wolna rękę od Daniego Filtha, dzięki czemu mogli zaprezentować swój (jakże szeroki) wachlarz możliwości. Jeżeli chodzi o liryki, to tak jak na poprzednich krążkach, pozostają bez zmian - Daniel Lloyd wciąż obraca się w tematach mitycznych stworów. Wciąż każda z kompozycji opowiada oddzielną historię, ujętą przez wokalistę w niezwykle artystyczny sposób.

Przyznam, że "The Manticore and Other Horrors" to nie są dźwięki, które byłbym w stanie rzeczywiście polubić. Jednak przez wielki szacunek dla umiejętności muzyków jestem "zmuszony", do wystawienia wysokiej oceny.To album prawie kompletny, który pozostawia pewnego rodzaju niedosyt, a jednocześnie  zaostrza apetyty fanów zespołu, pragnących kolejnej płyty mocno zakorzenionej w tradycji.

Marcin Czostek