Kup Magazyn Gitarzysta

Company - Andy Burrows

Company

Wykonawca:

Andy Burrows

Gatunek:

Folk

7 /10

Andy Burrows podejmuje kolejną próbę wyzbycia się łatki "byłego członka Razolight" - najbardziej udaną.

"A co niby złego jest w byciu perkusistą Razorlight?" - słusznie zapytacie. Można przyjąć, że nic, poza tym, że w internecie nietrudno trafić na określenia "niedorobiony indie rock", albo zobaczyć nazwę brytyjskiej formacji tuż za Nickelback w rankingach na najgorszy zespół świata. Zgoda, to w przeważającej większości bzdety, do których teoretycznie nie powinniśmy się przywiązywać, ale jest w nich ziarnko prawdy. Razorlight chcieli być wielcy, na takich się kreowali, ale ich piosenkom daleko było do ekstraklasy.

Zostawmy już jednak ten nieszczęsny band, wszak Burrows odszedł zeń przed trzema laty. Od tego czasu pojawiał się jako gość We Are Scientist, założył I Am Arrows, a także stworzył duo Smith & Burrows. Pora na płytę solową, w zamyśle najbardziej folkową w dorobku artysty. I faktycznie, "Company" jest takie, ma coś w sobie z ludycznego amerykańskiego grania, ale raczej z północnych rubieży, niż z południowego country - wszak nie uświadczycie tu otępiająco radosnych, tudzież rzewnych piosenek, nie pogra dla was szalejące bandżo (cały czas mówimy o płycie Brytyjczyka…).

To raczej folk odziany w ciuszki indie rocka, bardzo piosenkowy, mocno gitarowy, ale nie pozbawiony brzmień klawiszy i kilku innych instrumentów, wielogłosów wokalnych i bardzo osobistych tekstów. Mamy więc i coś dla fanów starszych wcieleń Andy'ego, i dla fanów odrodzonego cudownie przed kilku laty gatunku. Burrows często odnosi się na "Company" do czasów dzieciństwa i to nie tylko w tekstach, ale także choćby poprzez zdjęcia (pod płytą znajdziemy fotografię autora w wieku dziecięcym).

Muzyk proponuje nam folk kominkowy, jakby nawiązujący do dokonań Tanity Tikaram w "Company", czasami wędruje na południe, by podjąć delikatną gierkę z bluesem, a dzięki lekko syntetycznemu brzmieniu perkusji w "Keep On Moving On" przypomina dwie ostatnie płyty The Black Keys. Ale czasami uderza bezpośrednio w dzwon klasycznego rocka, przecież takie "Somebody Calls Your Name" pachnie dokonaniami Johna Lennona na kilometry!

W gruncie rzeczy Andy Burrows przygotował przyjemną, zwartą płytę, bardzo melodyjną, która w kilku momentach przykuje was do głośników/słuchawek na dłużej. "Company" może niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale jest z pewnością pozycją, która ucieszy nie tylko fanów Razorlight, a tym, którzy wątpili w talent tego pana, skutecznie zamknie usta.

Jurek Gibadło