Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Mandragora

Mandragora - Overcolored

Mandragora

Wykonawca:

Overcolored

5 /10

Krakowski Overcolored to grupa nieco dziwna, i chyba nie bardzo wiedząca czego chce, albo przynajmniej skrzętnie ukrywająca swoje muzyczne dążenia, co by je w pełni sił ujawnić dopiero przy okazji debiutanckiego albumu (planowanego na wiosnę przyszłego roku).

Z początku Przerysowani mieli być instrumentalnym trio: Piotr Mierzwa na gitarze, Kuba Leśniak na basie, a za zestawem perkusyjnym Marcin Machowski; ale zdecydowali się jednak na współpracę z skądinąd znaną wokalistką Katarzyną Malendą, która w chwili obecnej śpiewa w przynajmniej trzech grupach. Później przyszedł pierwszy materiał w postaci epki "Corvus Corone Cornix" (2011) czerpiącej ze stylistyki post-rocka, ambientu z progresywno-artowymi naleciałościami. Natomiast przy okazji listopadowej "Mandragory" zrobiło się jakby bardziej przebojowo, żwawiej, ale nie w sensie potocznym. Na nową epkę wrzucił Overcolored trzy utwory, z czego wszystkie krótkie, mocno radiowe, ale podrasowane dziwactwami instrumentalnymi... no i się trochę pogubiłem, bo już sam nie wiem co ten zespół właściwie chce grać i jak go oceniać.

Ewidentnie bowiem Przerysowani mają potężny potencjał do grania złożonego, wielopłaszczyznowego, bardziej nastawionego na kompozycje instrumentalne, z jakąś tam domieszką wokalu (ale niewielką), coś bardziej w king crimsonowym (ale wcieleniu z lat '80) sosie może też rushowym, nieco jazzującego, ale i progresywno-artowego. Tymczasem "Mandragora" jawi się jako sprowadzone do czterominutowego abstraktu kompozycje ociekające instrumentalnym i wokalnym klimatem Mars Volty a czasami jeszcze God is an Astronaut. Inspiracje wprawdzie nie najgorsze, ale same piosenki brzmią trochę jakby ktoś chciał w jednym zdaniu streścić "Sto lat samotności", nie mają charyzmy i charakteru, a przez to są po prostu nijakie. Podejrzewam, że z tą długością utworów to był świadomy zabieg zespołu, co by ich gdzieś tam puszczono w radiu (tytułowa "Mandragora" się do tego jak najbardziej nadaje), ale i odbiło się to na materiale, który niezbyt trafnie obrazuje oblicze Overcolored - w tej kwestii zdecydowanie lepiej wyglądała poprzednia epka "Corvus Corone Cornix".

"Mandragorę" oceniam dość surowo, z tego względu, że Overcolored zdecydowanie potrafią zagrać coś o wiele lepszego niż to co zaprezentowali na epce - jeśli jest to natomiast jakiś tam rodzaj poszukiwań muzycznej ścieżki, to kierunek zdecydowanie błędny, bo o ile jeszcze trzy takie utwory idzie wysłuchać, to już zmęczenie całego albumu będzie wielkim wyzwaniem: za bardzo na jedną nutkę, za dużo dźwięków w czterech minutach utworu, zbyt intensywnie jak na tak krótki materiał. Niemniej wypada życzyć jak najlepiej i czekać na oficjalny debiut, żebyśmy się wreszcie dowiedzieli, co Overcolored chce grać.

Grzegorz Bryk