Kup Magazyn Gitarzysta

Immortal - Pride Of Lions

Immortal

Wykonawca:

Pride Of Lions

Gatunek:

Rock

6 /10

Pride Of Lions został założony w 2003 roku przez byłego muzyka grupy Survivor Jima Peterika. Do współpracy zaprosił on młodego wokalistę Toby'ego Hitchcocka.

Ta dwójka stanowi trzon i główną siłę zespołu. Oczywiście, nie występują w duecie, ale pozostałych towarzyszących im muzyków traktować wypada raczej jako sidemanów, a nie pełnoprawnych członków kapeli i to nawet pomimo tego, że kilku z nich pojawia się na wszystkich płytach formacji.

"Immortal" to czwarty studyjny album Pride Of Lions nagrany (podobnie zresztą jak i te poprzednie) według "przepisu", jaki zdradził kiedyś Jim Peterik w którymś z wywiadów, czyli bierzemy to, co najlepsze z rocka lat '80 i ubieramy we współczesną produkcję. Jest to cała prawda o muzyce zespołu i to wypowiedziana ustami lidera, bo nie da się ukryć, że kapela czerpie pełnymi garściami z melodyjnego rocka sprzed trzech dekad. Najsilniej słychać u nich echa dokonań Survivor, Journey, Styx czy też Foreigner. Nie powinno to dziwić bo przecież Jim Peterik był jednym z założycieli Survivor i przez kilkanaście lat dostarczał grupie repertuaru (m.in. jest współkompozytorem najbardziej znanego ich hitu czyli "Eye Of The Tiger").

"Immortal" nie wyróżnia się niczym specjalnym wśród pozostałych płyt z dyskografii Pride Of Lions. Tym razem dostajemy 11 kompozycji Jima Peterika mocno siedzących w stylistyce określanej jako AOR czyli jest melodyjnie, miło, sympatycznie, kulturalnie, bez gitarowego jazgotu. Niestety, utwory jak i brzmienie formacji są, że tak to ujmę, bardzo zunifikowane i pieczołowicie skrojone pod kanon AOR. Gdyby, nie mówiąc nic o wykonawcy, dać ten materiał komuś do posłuchania, pewnie nie zorientowałby się on, że jest to muzyka nagrana współcześnie (osoba bardziej spostrzegawcza zwróciłaby uwagę na bardzo dobrą produkcję). Poza tym, niby fajnie się słucha tych kawałków, ale kiedy kończy się muzyka nie jestem w stanie zanucić żadnego z nich. Niespecjalnie dobrze wypada "Shine On" wykonane przez Tobyego Hitchcocka w nieco innej manierze wokalnej. Na szczęście w pozostałych utworach śpiewa zupełnie inaczej (czytaj lepiej). Z kolei wśród tych najciekawszych warto wspomnieć o "Coin Of The Realm", "Vital Signs" czy też "Immortal". Mózgiem Pride Of Lions jest bez wątpienia Jim Peterik - kompozytor całości materiału, gitarzysta, klawiszowiec, a jak trzeba to i basista oraz wokalista. Dodatkowo produkcja i miksy powstały przy jego wielkim udziale.

Wydawać by się mogło, że melodyjny rok w stylu lat '80 (czy jak kto woli AOR) został do cna wyeksploatowany i dziś jest już niemodny i zapomniany. Jim Peterik i jego Pride Of Lions podtrzymują tradycję takiego grania i robią to konsekwentnie z płyty na płytę. Miłośnikom melodyjnego rocka pozostawiam wybór, czy wolą słuchać płyt wydanych w tamtej "złotej erze", czy sięgnąć po współczesne produkcje wiernie nawiązujące do pierwowzoru.  

Robert Trusiak