Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Polymorphic Code

Polymorphic Code - The Algorithm

Polymorphic Code

Wykonawca:

The Algorithm

10 /10

Nie wiem czy wystawiłem w 2012 roku dyszkę, ale debiut The Algorithm, autorskiego projektu pochodzącego z Montepellier Remi’ego Gallego, to rzecz zasługują na wszelkie możliwe pochwały.

Peany, które od kilkunastu dni wznoszę na cześć tego wydawnictwa na łamach różnych portali społecznościowych i tak nie wyczerpują mojej fascynacji twórczością francuskiego blondasa i, jak mniemam, jeszcze długo się to nie zmieni.

Gdyby nie nowa fala progresywnego metalu (aka djentu), nie wiem czy metal jako taki byłby tak atrakcyjny. A przynajmniej, czy byłby (dla mnie) atrakcyjny na chwilę obecną. Stało się jednak tak, że w chwili, w której djent stał się zbyt popularny i odrobinę schematyczny, młody Francuz zaproponował coś, co trafia we wszystkie moje muzyczne upodobania. Połączył całe spektrum electronic dance music z metalem, co zaowocowało mieszanką nie tylko wybuchową, ale (nareszcie!) przełamującą znane już schematy. Innymi słowy, na metalowej scenie wreszcie pojawiło się coś nowego, i nie jest to ani metalcore’owe granie, w którym elektronika stanowi dodatek, ani cios a’la Atari Teenage Riot. To po prostu The Algorithm.

"Polymorphic Code" to osiem bardzo rozbudowanych kompozycji lawirujących pomiędzy glitchem, breakcorem, odrobinę typowym brytyjskim dubstepem, 8-bitowym pierdolnięciem, a znanym już chyba wszystkim djentowym brzmieniem gitar i programowanych bębnów. Co do samej rytmiki, to trochę ciężko mi uwierzyć, że Remi zaprogramował gary sam, a zważywszy na to, że jeszcze (w chwili pisania tego tekstu) nie przeprowadzałem z nim wywiadu, nie wiem, kto dokładnie wspierał go w tej materii. Jeśli polirytmia jest jego działką - w to mi graj! Jeśli wspomagał go ktoś inny (na żywo robi to młody perkusyjny Bóg - Mike Malyan z Monuments), też dobrze.

Z ośmiu kompozycji na szczególną uwagę zasługują trzy, choć przyznam, że jest to bardzo subiektywny wybór, bo kwintesencją całego wydawnictwa, jest numer osiem, dwunastominutowy kolos "Panic". The Algorithm znacznie lepiej prezentuje się jednak w krótszych, ale nie mniej interesujących formach. Numer jeden na podium, to bezsprzecznie dość szalone "Trojans", do którego zrealizowano klip. Pierwsze półtorej minuty utworu nie odbiega od tego, co prezentują inni prog metalowi artyści, ale przejścia między tym co stricte metalowe, a tym, co doskonale sprawdzi się w klubach są wręcz oszałamiające. Pozycja numer dwa z mocno połamaną rytmiką to "Logic Bomb", absolutna kosa i sprawdzian dla perkusistów lubiących zarówno dobry groove jak i "granie do przodu". Bombka to również jeden z dwóch kawałków, który cechuje się dubstepowymi naleciałościami i niezwykle łatwo zapamiętywanym dropem przed drugą minutą. Numer trzy (a na krążku numer dwa), to "Bouncing Dot". Najbardziej metalowy song z całego zestawienia (tylko początek i agresywna końcówka numeru wgniata w fotel), i bardziej taneczny od dwóch opisanych wcześniej.

Remi często gra sam, bez Mike’a, co jest zrozumiałe z racji na to, że Malyan ma swój zespół, ale dopiero wtedy, kiedy mamy kontakt z żywymi bębnami, projekt taki jak The Algorithm nabiera sensu. Poszukajcie nagrań z koncertów Londynie by zobaczyć jak obaj cieszą się z tego co robią, oraz sprawdźcie umiejętności Remiego zaprezentowane na Euroblast Festival. Obsługa tylu zmapowanych knobów i padów desygnowanych do danego efektu w Akai wymaga niemałego wysiłku, co da się zauważyć nie tylko po pozycji, w jakiej Remi gra, ale przede wszystkim dlatego, że programowanie takiego urządzenia i zapamiętanie wszystkich funkcji to wyczyn sam w sobie. Na żywo Remi wspiera się softem Ableton Live, który daje niesamowity komfort i poczucie kontroli nad poszczególnymi ścieżkami. A żeby to wszystko ogarnąć, zarówno produkcyjnie jak i na żywo, trzeba być po prostu Remim.

Grzegorz "Chain" Pindor