Kup Magazyn Gitarzysta

Orpheus - Dust&Steel

Orpheus

Wykonawca:

Dust&Steel

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Jeżeli po przesłuchaniu debiutanckiej płyty zespołu wyciągasz zeń kilka lekcji dla siebie, to wiedz, że warto się mu dokładniej przyjrzeć. Sprawdzam więc kapelę Dust&Steel.

Lekcja 1. Zielona Góra to nie tylko kabarety i Raz Dwa Trzy. Stolica województwa lubuskiego to nie miejsce, które nasuwa mi się na myśl, gdy ktoś rzuci hasłem "hard rock". Prędzej skojarzę je sobie z końcem trasy pociągu, którym zmierzam do mojego wujostwa zamieszkałego na Dolnym Śląsku, niż z ostrą gitarową muzą. Tymczasem Dust&Steel wylęgli się w jednej z tamtejszych piwnic (tudzież garaży) i raczą nas solidnym hardrockowym wykopem, któremu gdzieś w tyłu głowy zapala się lampka informująca, iż istniał niegdyś styl zwany "grunge".

Lekcja 2. Nie oceniaj płyty po introdukcji. Ta lekcja jest krótka, acz treściwa. Gdyby nie dziennikarskie obowiązki, porzuciłbym słuchanie "Orpheus" po otwierającym płytę intro "Chameleon". To słodkie pierdzenie o niczym, nawet nie będące pokazem siły, czy czymś podobnym. To po prostu bezsensowny fragment, który mnie osobiście zniechęca. A szkoda by było się poddać, gdyż reszta płyty to już kawał dobrego grania.

Lekcja 3. Rock nie umrze nigdy. Czy też tak macie, że gdy odpalacie radio i słyszycie kolejny szlagier popowy, macie wrażenie, że słuchacie milion pierwszego identycznego utworu? Powtarzalność na szczytach muzycznych list przebojów nieznośnie męczy. A rock? Rock nie przechodzi może wielkich rewolucji, ale ma tę cudowną cechę, że zmiana jednego dźwięku daje piosence nową jakość. Tym bardziej, że dobrej gitarowej, nie-alternatywnej muzyki nie uświadczymy na każdym kroku. Każdy jej błysk to rzecz wyjątkowa, a im bardziej hołduje się tradycji, tym piękniej trafia do serca.

Lekcja 4. Dust&Steel wiedzą jak to się robi. Powinność nakazuje w tym miejscu recenzji wymienić kilka utworów, na które słuchacz powinien zwrócić szczególną uwagę podczas obcowania z prezentowanym materiałem. Tym razem mam problem, bo wyjąwszy introdukcję, "Orpheus" to płyta równa, dobra, bardzo soczyście brzmiąca. Z jednej strony mamy tu hardrockowe riffowanie, rytmizację, myśl melodyczną, ale z drugiej ja osobiście odnajduję tu szczyptę wpływów kapel rodem ze Seattle. Jest tu siła i nacieki grunge'owo-metalowe a la Soundgarden, ale są też ciekawe wielogłosy w stylu Alice In Chains. Nie brakuje też klasycznie rockowej ballady, z gitarą akustyczną, łagodnym śpiewem, ale i riffowanym wybuchem w środku utworu. Tak więc uparcie nie podam Wam żadnego tytułu - musicie sprawdzić całość sami.

Lekcja 5. Czym skorupka za młodu nasiąknie… Wyrosłem na rocku, w stronę muzyki pchnęły mnie takie zespoły, jak Led Zeppelin i Metallica. I choć przez kilkanaście lat zdzierania płyt (i MP3) mój gust ewoluował, horyzonty się poszerzyły, przez co nie gardzę (wręcz lubię!) elektroniką czy ciekawym hip-hopem. Niemniej gdy słucham takich krążków, jak "Orpheus", nie mam wątpliwości, co jest najwspanialszą muzyką na świecie.  

Jurek Gibadło