Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Genesi[s]

Genesi[s] - Woe, Is Me

Genesi[s]

Wykonawca:

Woe, Is Me

Gatunek:

Metalcore

3 /10

Zespołów pokroju Woe, Is Me unikam jak ognia.

Prawdę mówiąc, wystarczy posłuchać Memphis May Fire i We Came as Romans, a na upartego Rose Funeral, by w pełni zaspokoić się tego typu metalcore’owym graniem, a jakiekolwiek próby wynoszenia "Genesi[s]" na piedestał (głównie za to, że to taki miks powyższych), są co najmniej nieuzasadnione.

Co więcej, obcowanie z takim albumem, na którym aż roi się od niebezpiecznie ułomnych breakdownów i tekstów pisanych pod napalone, niby alternatywne dzieciaki w wieku pryszczatym, ewentualnie już po słodkiej 16-stce, przysparza jednego wielkiego bólu głowy, zęba a nawet innych organów. Wszystko, byle nie Woe, Is Me. Cieszę się, że nie mieszkam w Stanach, bo tego typu wtórnego szajsu jest tam znacznie, ale to znacznie więcej, chociaż, co warto odnotować, nie każdy z przedstawicieli post-hardcore’owego / metalcore’owego nurtu jest w stanie pochwalić się bardzo ładnymi, pełnymi partiami orkiestry, które o dziwo, potrafią ten materiał urozmaicić na tyle, że jestem w stanie lekko podnieść ocenę tego krążka.

Natomiast to, czego nie jestem w stanie zrozumieć - a co przesądza zarazem o tak niskiej nocie - to fakt, że zespół złożony z całkiem sprawnych instrumentalistów i przynajmniej jednego dobrego wokalisty (operującego bardzo przyzwoitą barwą, czysto śpiewającego Hance’a Alligood’a), pisze tak niezapadające w pamięć utwory, skrojone pod nastoletnią młodzież szukającą niby mocnych bodźców, a zarazem czegoś ni to ambitnego, ni odrobinę pompatycznego. I nawet nie mam zamiaru sobie tego tłumaczyć wymianą prawie całego składu, który nagrał "Number[s]". Bo to ani wymówka, ani usprawiedliwienie biedy, jaka znajduje się na "Genesi[s]".

Grzegorz "Chain" Pindor