Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Żyj mój świecie

Żyj mój świecie - Maryla Rodowicz

Żyj mój świecie

Wykonawca:

Maryla Rodowicz

Gatunek:

Folk

8 /10

Jeśli można by wskazać najbardziej wyrazistych artystów polskiej muzyki rozrywkowej, na pewno wśród nich znalazłaby się Maryla Rodowicz.

Stała się ona symbolem muzycznego monolitu, balansującego w zgrabny sposób pomiędzy kiczem a sztuką, zawsze jednak podążającego konsekwentnie swoją drogą. Fani artystki nieustannie byli przez nią rozpieszczani, zarówno pod względem ilości koncertów, jak i wydawnictw fonograficznych. W tym roku ukazało się aż sześć płyt z zapowiadanej osiemnastopłytowej antologii. Pierwszą jej częścią jest "Żyj mój świecie".

"Żyj mój świecie", czyli "Antologia cz. I" to debiutancki album artystki, który ukazał się w 1970 r. nakładem wydawnictwa Muza. Płyta od początku zyskała na popularności, a wśród utworów znalazły się takie przeboje, jak m.in. "Ballada wagonowa", "Chcę mieć syna" oraz "Mówiły mu". W wielu kawałkach słychać echa schyłkowego big-beatu, ale także wpływy muzyki zachodniej, choćby za sprawą gitarzysty Tomasza Myśkowa, zasłuchanego w brzmieniach Stonesów, Animalsów i Beatlesów. W efekcie folk miesza się tu z country i rhytm&bluesem. Nie należy zapominać także o znakomitym zespole, w skład którego weszli, oprócz wspomnianego Myśkowa, Grzegorz Pietrzyk, Włodzimierz Nahorny, Marian Zimiński, Jan Kuzio oraz "Alibabki". Całość tworzyła projekt o nazwie Maryla Rodowicz i jej gitarzyści i trzeba przyznać, że słucha się tego znakomicie. Zarówno aranże, jak i melodie utworów oraz ich wykonanie brzmią bardzo przekonywająco. Za muzykę odpowiadali m.in. Seweryn Krajewski, Katarzyna Gaertner, Adam Sławiński.

Maryla Rodowicz od początku zasłynęła także śpiewaniem ponadczasowych tekstów. Ich autorami na debiutanckiej płycie byli choćby Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka i Konstanty I. Gałczyński.

"Żyj mój świecie" to początek ogromnej antologii wydanej w celu przypomnienia starych nagrań artystki. I wystarczy ich posłuchać, by przekonać się, że nie są to tylko muzealne eksponaty, ale dźwięki mające, szczególnie dzisiaj, ogromna wartość muzyczną.

Kuba Chmiel