Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / War Machine Live

War Machine Live - Tank

War Machine Live

Wykonawca:

Tank

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

Trzymając się wojskowego nazewnictwa, jakie w sposób oczywisty przywołuje szyld zespołu, trzeba przyznać, że trwa zmasowana ofensywa formacji Tank.

Po bardzo udanych płytach audio "War Machine" (2010) i "War Nation" (2012) przyszła pora na koncertowe DVD. Pomimo długiego scenicznego stażu jest to ich pierwszy tego typu materiał i to, co ciekawe, nagrany w Polsce w warszawskiej Stodole.

Wbrew temu, co może sugerować tytuł wydawnictwa, repertuar z "War Machine" wcale nie jest w szczególny sposób wyeksponowany. Owszem, cztery utwory pochodzą z tego właśnie krążka ale większość, bo aż siedem, to klasyczne "tankowe starocia" z lat osiemdziesiątych. Taki repertuar daje przy okazji możliwość szerokiej prezentacji w scenicznych warunkach Doogiego White w starym repertuarze. Nie da się ukryć, że nie wszyscy miłośnicy kapeli pogodzili się ze zmianą wokalisty i jest wielu takich, którzy uważają, że tym jedynie słusznym jest Algy Ward. Obaj panowie prezentują zupełnie różny styl wokalistyki, każdy z nich jest inny i na swój sposób wyjątkowy. Moim zdaniem Doogie wyszedł z tej próby zwycięsko i jest godnym następcą Algyego.

Koncert rozpoczyna się od razu mocno i energicznie od pochodzącego sprzed prawie 30 lat "This Means War", a zaraz potem, bez choćby chwili przerwy, rewelacyjnie zagranego "Judgement Day". Podobnie jest do końca płyty - dziarsko, głośno, dynamicznie, z rockowym wykopem. Świetnie wypadły bardzo sabbathowe "Great Expectations" i " T.W.D.A.M.O". Niejako przedpremierowo zespół zagrał utwór "Don’t Dream In The Dark" z "War Nation", która ukazała się kilka miesięcy po warszawskim koncercie. Była to świeżynka również dla Doogie White, który musiał posiłkować się kartką z set lista leżącą na podłodze aby poprawnie podać tytuł. Przez cały koncert muzycy prezentują doskonałą formę - obaj gitarzyści na zmianę wycinają albo ostre solówki albo kąsają soczystymi riffami, ponadto niezwykle ekspresyjny, a przy tym pięknie brzmiący Chris Dale na basie oraz dynamiczny Steve Hopgood na perkusji. No i oczywiście Doogie White jako mistrz ceremonii. Tego wieczora musiało być w Warszawie strasznie zimno, bo dopiero w połowie koncertu Doogie zdjął grubą skórzaną kurtkę. Bardzo dobrze się stało, że do wysokiego poziomu muzyków dostosowali się panowie od nagłośnienia. Ujmując ten wątek jednym zdaniem - pięknie wszystko słychać i raczej nie ma się do czego przyczepić.

Jeżeli chodzi o wizualną stronę DVD muszę przyznać, że prezentuje się bez szaleństwa. To typowy metalowy koncert bez ekstra efektów, gigantycznej scenografii i innych takich. Jedynym wizualnym ozdobnikiem jest oświetlenie, niestety czasem używane zbyt nachalne. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby okazało się, że szaleństwo aparatury oświetleniowej w połączeniu z dynamicznym montażem obrazu zastosowane choćby podczas wykonywania "Power Of The Hunter" co wrażliwszych słuchaczy doprowadziło do ataku epilepsji. Zdecydowanie, za dużo zbyt intensywnie stosowanych świateł.     

Zespół zaprezentował się wyśmienicie czego niestety nie można powiedzieć o publiczności. Sala Stodoły była wypełniona raczej średnio i to może jeszcze by jakoś uszło, ale gorzej było z reakcją zgromadzonych. Pierwsze rzędy przy scenie dawały jeszcze jako tako radę, ale im dalej tych chłodniej. Mizernie zabrzmiał "ryk", jaki wygenerowała z siebie publiczność na prośbę Doogiego. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że była to już kolejna godzina spędzona w Stodole, bo przed Tankiem zagrali wcześniej Mech i Luxtorpeda.

Jak to zwykle bywa w przypadku wydawnictw DVD od Metal Mind obok zasadniczego materiału znajdujemy całkiem sporo dodatków. Z tych najatrakcyjniejszych warto wymienić teledysk do "War Nation", występ zespołu na Metal Hammer Festival 2011 oraz wywiady z muzykami.

Robert Trusiak