Kup Magazyn Gitarzysta

Ukeje - Ukeje

Ukeje

Wykonawca:

Ukeje

Gatunek:

Rock

6 /10

Damian Ukeje to kolejne objawienie specyficznej części polskiej sceny muzycznej - tej stworzonej przez programy telewizyjne.

I nic, że zanim znalazł się on w The Voice Of Poland, Ukeje był już dość dobrze uformowanym muzykiem i rasowym frontmanem zespołu Fat Belly Family. Wejście w tryby maszyny do mielenia talentów jest niemal biletem w jedną stronę. Bez zaskoczenia przyjąłem więc informację podaną na facebooku FBF o zawieszeniu przez zespół działalności.

Ukeje trafił też przy okazji do nowej i dobrzej zapowiadającej się niszy artystów, którzy mieli unikać jak ognia taniej popularności i idącego z nią w parze muzycznego rozmieniania się na drobne. To grupa rzekomo dojrzałych artystycznie młodych talentów, mających w pamięci szybkie spalenie się poprzedników. W sukurs przyszedł nawet sam Adam Darski zwany też Nergalem, który niczym dobry wujek osobiście dbał o oto, by Ukeje się medialnie nie zmarnował. Na nic jednak nonkonformizm i protekcja samego Księcia Ciemności. Podpisanie kontraktu z "majorsem" oznacza pakt z samym królem piekieł i tylko niezłomny charakter wykonawcy potrafiłby uchronić go przed przerobieniem na artystyczne mydło.

Jeszcze zanim Fat Belly Family zawiesiło działalność, Damian Ukeje chętnie występował z grupą. Ci, którzy znali jej brzmienie oraz debiutancki album "Masa Krytyczna" robili sobie ogromne nadzieje odnośnie solowego debiutu Ukeje, wierząc, że tym razem telewizyjna kariera nie będzie miała wpływu na jakość prezentowanej przez artystę muzyki. Najnowsza płyta zatytułowana po prostu "Ukeje" jednak trochę rozczarowuje. Głównie jeżeli chodzi o brzmienie. Partie gitarowe są płasko nagrane i podobnie niekorzystnie wypada sekcja rytmiczna. Przed szereg ledwo wysuwa się wokal, który również ze względu na zabiegi producenta ma w sobie mało wyrazu. A szkoda, bo Ukeje ma świetne warunki głosowe, co zresztą zdążył już nieraz udowodnić, zarówno na żywo, jak i w studiu. Aranżacyjnie album wypada w miarę przyzwoicie, choć za dużo tu moim zdaniem oklepanych, rockowych patentów. Na plus należy zaliczyć przyjemne i często łatwo wpadające w ucho refreny. Gorzej ze zmianami dynamiki, bo nawet gdyby takowe były w zamyśle twórcy, to producent i tak by wszystko wyrównał.

Ukeje ma znakomite możliwości interpretacyjne i słychać, że z każdego niemal utworu mógłby zrobić artystyczne dzieło. Na swoim debiutanckim albumie poległ jednak wobec kuriozalnych zabiegów produkcji, które zrobiły z tego materiału świetną pożywkę dla DJ - ów komercyjnych stacji radiowych i ich obojętnych słuchaczy. Nie jestem w stanie przejść jednak obojętnie wobec talentu Ukeje i doceniam przyzwoite refreny i melodie utworów, stąd mimo wszystko polecam album fanom melodyjnego rocka.

Kuba Chmiel