Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Straight Out Of Hell

Straight Out Of Hell - Helloween

Straight Out Of Hell

Wykonawca:

Helloween

Gatunek:

Heavy metal

7 /10

Począwszy od premiery "The Dark Ride", Helloween, niemiecka legenda power metalu, nieustannie zaskakuje.

To wesołym "Rabbit Don’t Come Easy", to kolejną i bardzo udaną częścią "Keeperów", to wokalami Derisa, który okazyjnie growluje, albo samą produkcją płyt.

Nowe dzieło Dyniogłowych jest kolejnym jasnym punktem w ich dyskografii i radość, jaką czerpię z obcowania z tym materiałem, jest niemal dziecięca. Jestem nawet w stanie pokusić się o twierdzenie, że ten zespół zbytnio nie zawodzi. Wypadek przy pracy, w postaci "Unarmed", przemilczę, ale każde premierowe wydawnictwo formacji prezentuje jeden wysoki i zawsze równy poziom. Pal licho Sabatony i inne cuda, skoro w kraju kiełbasy i browara wciąż gra się świetny, piekielnie przebojowy metal. I co najważniejsze, Helloween nie stoi w miejscu, tylko stale się rozwija, mając na uwadze współczesne aspekty brzmieniowe, jak i zmiany, jakie zaszły w samej muzyce. To nie 3 Inches of Blood, więc Niemcy mogą sobie pozwolić na ZNACZNE unowocześnienie swojego materiału, co jest zasługą Saschy Gerstnera, który zawsze miał ciągoty do trochę innego grania.

Gro godzinnego albumu stanowią utwory utrzymane w konwencji p2p2 - czyli szybko, nośnie, przebojowo, a refreny (vide "Far From The Stars") same wwiercają się w czerep i ciężko się od nich uwolnić. Jednakowoż, w "Straight Out of Hell" najbardziej podobają mi się średnie tempa, w których Löble pokazuje jak kreatywnym jest garowym, a także wszelkiej maści elektroniczne smaczki. Po dziś dzień nie rozumiem, dlaczego żaden z trzech klawiszowców z którymi Helloween współpracowało nie stał się oficjalnym członkiem zespołu, ale coś czuję, że powód jest prosty i najpewniej jego symbolem jest znak Euro lub dolara. Tak czy owak, ścieżki nagrane przez Andy’ego Wrapiprou nie są jedynie dodatkiem, a wzmocnieniem gitarowych popisów duetu Weikath - Gerstner.

Mimo wszystko coś jednak na "Straight Out of Hell" nie gra. Nadal nie łapię helloweenowych ballad, i choć w tekstach smutek i poważniejsze aspekty pojawiają się nierzadko, tak Dyniogłowi w wersji zarówno mrocznej, jak i - z drugiego bieguna - czułej i nieco ckliwej, nie do końca do mnie przemawiają. Dlatego też, czternasty album Niemców można by "odciążyć", wyrzucając niepotrzebny balast, i cieszyć się całą resztą, z naciskiem na "Asshole", "Nabatea" i "Church Breaks Down".

Grzegorz "Chain" Pindor