Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Snakecharmer

Snakecharmer - Snakecharmer

Snakecharmer

Wykonawca:

Snakecharmer

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Snakecharmer tworzą weterani rockowej sceny Micky Moody i Neil Murray (Whitesnake), Laurie Wisefield (Wishbone Ash), Harry James (Thunder, Magnum) wsparci nieco młodszymi muzykami Adamem Wakemanem (zbieżność nazwisk nie przypadkowa - to syn słynnego Ricka) i Chrisem Ousey.

Na upartego można by ich określić mianem supergrupy. Płyta zatytułowana tak samo jak zespół jest jego debiutem fonograficznym. Album wydała włoska wytwórnia Frontiers Records i tym wszystkim, którzy jeszcze nie słyszeli Snakecharmer powinno to pomóc w określeniu stylu grupy. Mamy bowiem do czynienia z melodyjnym hard rockiem, czyli graniem od lat kojarzonym z produkcjami tego labela.  

Wszystkie kompozycje to autorskie dzieła członków zespołu. Utrzymane w dziarskich tempach (tylko jedna, i to średnia, ballada "Falling Leaves"), bardzo melodyjne z zaraźliwymi refrenami, całkiem często słyszalnymi bluesowymi frazami, mocno siedzące w klasyce rocka. Brzmienie zespołu zdominowane jest przez gitary (dwóch wioślarzy w składzie, często używany slide), a instrumenty klawiszowe (głównie Hammond) tworzą raczej odległe, ale bardzo przyjemne, tło. Bez wątpienia to dwaj panowie "M" stanowią o sile formacji. Przy pierwszym przesłuchaniu najbardziej spodobały mi się m.in. "My Angel" ze świetnymi partiami gitar, "Smokin Gun", "Stand Up", bluesujący "Nothing To Lose" oraz bonusowy "White Boy Blues" utrzymany w southern rockowym klimacie. Generalnie rzecz ujmując, poza wspomnianą wyżej balladą, pozostałe utwory trzymają wyrównany i całkiem niezły poziom.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to średnio przypadł mi do gustu wokalista Chris Ousey. W sumie dysponuje on niezłym głosem, śpiewa jednak z denerwującą manierą. Mam wrażenie, że robi to z dużym wysiłkiem, często przy tym posapując. Nie ukrywam, że taki rodzaj wokalistyki bardzo mnie irytuje. To co proponuje Snakecharmer nie jest może czymś wybitnie oryginalnym - słychać inspiracje całą rockową klasyka lat '70 z Whitesnake na czele, a czasem Foreigner (głównie wokale) - ale muszę przyznać, że płyty słuchałem z dużą przyjemnością (zwłaszcza w samochodzie).

Miłośnicy melodyjnego hard rocka powinni baczniejszą uwagę zwrócić na Snakecharmer, bo moim zdaniem całkiem dobrze się zapowiadają.

Robert Trusiak