Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sacrifice

Sacrifice - Saxon

Sacrifice

Wykonawca:

Saxon

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

Brytyjski Saxon ani myśli o złożeniu gitarowej broni i walczy o utrzymanie dobrego imienia heavy metalu w kolejnej dekadzie XXI wieku.

20 album zespołu, zatytułowany "Sacrifice", z pewnością nie jest jego ostatnim słowem, co jak mam nadzieję, docenią fani gatunku i młodsi słuchacze. Młodzież karmiona szmirą i telewizyjną papką, a także sezonowymi tworami zapełniającymi lineupy imprez masowych, powinna choć na chwilę zainteresować się dokonaniami ikony heavy metalu. Bogata dyskografia zniechęca, ale tak równe albumy jak "Sacrifice" prędzej czy później trafią do ich empetrójkowych playlist.

Na wydawnictwo składają się dwa krążki. Pierwszy to zupełnie premierowy materiał, zawierający 10 kompozycji utrzymanych w znanym i lubianym, ale za to znacznie uproszczonym stylu. Co ciekawe, nowe dzieło Saxon zaskakuje niemal thrashmetalową pracą gitar, ostrością i zacięciem tożsamym dla ciężkiego grania lat '80 zza Oceanu niż heavy/prog thrashu z Wysp Brytyjskich. Panowie jawnie przyznają się do obrania właśnie takiego kierunku. Dotyczy to zarówno produkcji, jak i aranżacji kompozycji, a główny zamysł brutalniejszego grania, ale nie bez typowego Saxonowego polotu, finezji i melodyki, ma się sprawdzić na koncertach. W to nie wątpię, i "Sacrifice" zaostrza mój apetyt na tego typu granie na żywo. Szkoda, że Saxon nie planuje występów w naszym kraju, bo byłaby to prawdziwa muzyczna uczta, a fani m.in. superpopularnego Sabaton mieli by okazję zobaczyć, jak powinno się grać taką muzykę bez zbędnego patosu.

Oprócz interludium ("Procession"), pozostałe dziewięć kawałków, z naciskiem na kompozycję tytułową będącą niczym innym jak tribute songiem dla lat '80., to bardzo solidne, energiczne piosenki, nierzadko dość mocno walące w pysk skoczną rytmiką ("Warriors of The Road") czy kupujące słuchacza potężnym, nośnym refrenem ("Stand up and Fight"). O sile Saxon stanowią jednak nie tylko riffy, czy precyzyjna, motoryczna praca sekcji rytmicznej, ale niemłody już, za to wciąż w zaskakującej formie, lider i wokalista Biff Byford, który niczym Andi Deris z Helloween, z wiekiem śpiewa, a nawet od czasu do czasu wydziera się, coraz lepiej i mocniej.

Drugi krążek, będący integralną częścią "Sacrifice", wypełniają cztery ponownie nagrane klasyki, w tym jeden ("Crusader") uzupełniony partiami orkiestry symfonicznej, plus dwie nie do końca udane wersje akustyczne "Requiem" oraz "Frozen Rainbow". Zawartość drugiego dysku nie wpływa jednak na ocenę dania głównego.

Grzegorz "Chain" Pindor