Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Graffiti On The Train

Graffiti On The Train - Stereophonics

Graffiti On The Train

Wykonawca:

Stereophonics

7 /10

Sztuką jest nagrywać jedną świetną płytę za drugą, ale nie mniejsze wyzwanie stanowi nagranie płyty otwierającej nowy rozdział w działalności zespołu.

Za taką może uchodzić "Graffiti On The Train" Stereophonics - kapela zmęczyła się dwuletnim cyklem koncertowo-wydawniczym i udała się na zasłużone wakacje, po drodze zmieniając perkusistę. Gdy wypadasz ze wcześniej zaprogramowanego rytmu, ciężko jest wrócić na właściwe tory. Ósmy krążek to właśnie taka próba - trzeba przyznać, że udana.

Stereophonics stworzyli soundtrack do pochmurnego dnia spędzanego w dużym brytyjskim mieście. Zakładasz ciepły płaszcz, szalik, do odtwarzacza wrzucasz piosenki z "Grafitti On The Train", wkładasz słuchawki do uszu, wsiadasz w autobus i ruszasz, by chłonąć całym sobą betonową dżunglę Londynu, Birmingham czy innego Glasgow. Gdy zamykam oczy słuchając tej płyty, właśnie takie obrazy malują mi się w głowie. To bowiem nostalgiczny, raczej flegmatyczny, ale przy tym piękny materiał.

Przecież tytułowe "Graffiti On The Train" to kwintesencja smutku, brytyjskiego deszczowego dnia, tak pięknie komponująca się z naszym rodzimym brakiem wiosny. Nieco bardziej dynamiczny jest singel "In a Moment", który jednak także ma w sobie szczyptę melancholii (szczególnie rozrzewnia w połączeniu z teledyskiem), z kolei "Roll the Dice" jest takim trochę Muse'owym puszeniem się  - może trochę niepotrzebnym, ale niemal idealnie korespondującym z pozostałymi piosenkami.

Mnie szczególnie podobają się dwa, rzekłbym, przeciwstawne sobie utwory. Pierwszym z nich jest chłodny, nerwowy, post-punkowy wręcz "Catacomb" - niebezpiecznie pędzi do przodu, drga basowym pulsem i atakuje  wyborną melodią. Na drugim biegunie leży kołysanka "No One's Perfect", będąca pogodnym wytchnieniem po trudach całego albumu - piękna melodia, oszczędny aranż i pocieszający tekst znakomicie zamykają nowy krążek Walijczyków.

Krążek udany. Może nie wybuchowy, nie obsiany po brzegi hitami, ale będący próbą wejścia w nowe dziesięciolecie mocnym akcentem. "Graffiti On The Train" płytą roku nie zostanie, ale z pewnością nie zakurzy się na półce - jest na to zbyt piękna. Po prostu.

Jurek Gibadło