Kup Magazyn Gitarzysta

Old Sock - Eric Clapton

Old Sock

Wykonawca:

Eric Clapton

Gatunek:

Rock

6 /10

"Old Sock", czyli stara skarpeta. Muszę przyznać, że to bardzo przewrotny i dowcipny tytuł, a przynajmniej ja go tak interpretuję.

Co ludzie trzymają w skarpecie? Określenie to często używane jest na opisanie miejsca, w którym niektórzy przechowują pieniądze zamiast zanieść je do banku. Taki przysłowiowy sposób ukrycia osobistych skarbów. Czy wyciągnął Clapton ze "skarpety" kilka swoich "skarbów" i zrobił z nich płytę? Mocno naciągana to teoria, oparta wyłącznie na skojarzeniach, jakie wywołuje u mnie tytuł albumu oraz jego zawartość muzyczna (nawet nie wiem, czy Anglicy używają tego typu konstrukcji językowej). Prawda jest pewnie inna i raczej wygląda na to, że Clapton sięgnął po utwory, jakie go kiedyś inspirowały, zaprosił kilku znanych przyjaciół-muzyków, swoje córki do chórku i tak powstał ten krążek. Znalazły się na nim tylko dwa nowe utwory, a cała reszta to covery, w tym również pochodzące z lat '30 i '40. Rozrzut stylistyczny jest duży, bo znajdziemy tu i swing, i country, tylko blues występuje w dawce - powiedzmy - homeopatycznej. Gdyby skrupulatnie wszystko podliczyć, okazałoby się, że najwięcej na płycie jest muzyki reggae. Dużo takiego właśnie kołysania, i prawdę powiedziawszy, jak na mój gust, zbyt dużo. Nawet soulowa kompozycja Otisa Reddinga została ubrana w taką aranżację. W tym przypadku, to strasznie kiepski pomysł.

Po wielokrotnym przesłuchaniu "Old Sock", muszę stwierdzić, że to bardzo nierówny materiał. Czułem się jak na huśtawce - od zachwytu do znudzenia, od zadowolenia do irytacji. Najpierw może o tym, co spodobało mi się najbardziej. Klasyk Gary'ego Moore'a "Still Got The Blues" w wersji Claptona brzmi z pewnością kontrowersyjnie, ale bardzo przypadł mi do gustu. Kompletnie inna aranżacja - bez śpiewnie łkającej gitary elektrycznej jak w pierwowzorze, ale za to z cudownym klimatem, i co najważniejsze, z pomysłem. Zupełnie nowy wymiar znanego od lat utworu. Mojego zachwytu nie był w stanie zburzyć nawet Hammond, który pod palcami Stevego Winwooda w temacie przewodnim, brzmi z lekka "weselnie". Miło się słucha niezwykle ciepłego i klimatycznego utworu "Angel", "wymruczanego" przez kompozytora, czyli J.J. Cale. W beztroskim i luzackim "All Of Me" możemy podziwiać samego sir Paula McCartneya, który nie tylko zaśpiewał ale i zagrał na basie. Sympatycznie zabrzmiała tu przybrudzona gitara elektryczna, a solo na pianie jest po prostu cudne. No i w końcu można usłyszeć trochę bluesowych nutek.

Zupełnie nieźle wypada otwierające album reggae "Further On Down The Road", z udziałem grającego na harmonijce i banjo kompozytora Taj Mahala. To pierwsze jamajskie kołysanie, jakie rozbrzmiewa z krążka i pewnie dlatego przyjąłem je ze zrozumieniem i życzliwością, chociaż nie zaszkodziłoby, gdyby było nieco krótsze. Wypada pochwalić countrowe "Born To Lose" za klimat i nastrój. Z najnowszych kompozycji zdecydowanie najlepiej wypada "Gotta Get Over". Mocno gitarowy, żwawy, dynamiczny (oczywiście w porównaniu z innymi) i bardzo przyjemny w słuchaniu. Dobrze się spisał Doyle Bramhall II jako współkompozytor. Szkoda tylko, że tym samym autorom nie starczyło inwencji, bo drugi z ich utworów, "Every Little Thing" jest kompletnie nieudany. I to by było na tyle, jeśli chodzi o lepszą, bardziej odpowiadającą mi część "Old Sock". Do pozytywów koniecznie trzeba zaliczyć jeszcze urocze żeńskie chórki, które często słychać na krążku. Clapton powinien podziękować swoim trzem córkom oraz m.in. Chaka Khan za dobrą robotę. Pozostałe utwory po prostu nudzą. Za słodko, za milusio, za ckliwie, ale co kto lubi. Nawiasem mówiąc zauważyłem, że stopień akceptacji najnowszej propozycji Claptona zależy od mojego nastroju. Bywały takie dni, kiedy bez większych zastrzeżeń słuchałem "Old Sock", ale chyba jednak częściej towarzyszyły mi wyżej opisane odczucia.

Wszyscy ci słuchacze, którzy liczyli na kolejną porcję gitarowych popisów mistrza będą srodze zawiedzeni i to nie dlatego, że Clapton nie jest w formie, ale dlatego, że najzwyczajniej mało gra. Można raczej odnieść wrażenie, że stracił ochotę do gry na gitarze, za to nabrał dużej chęci na śpiewanie, bo Clapton-wokalista prezentuje się na "Old Sock" imponująco.

Muzyka zawarta na albumie jest taka jak jego okładka - słoneczna, pogodna, beztroska, wakacyjna i miła, tylko jakoś szczególnie mnie nie zachwyca. Od kilku miesięcy mam w domu bilety na łódzki koncert Claptona i chyba wolałbym, aby utworów z "Old Sock" zagrał jak najmniej.

Robert Trusiak