Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / XX - 1992/2012

XX - 1992/2012 - Annalist

XX - 1992/2012

Wykonawca:

Annalist

Gatunek:

Art Rock

7 /10

Trzy istotne informacje przekazuje pięciopłytowy kolekcjonerski box "XX - 1992/2012".

Po pierwsze, Annalist obchodzi dwudziestolecie istnienia; po drugie, to dwudziestolecie jest przy okazji ostatnim, grupa bowiem nie zamierza już nic więcej nagrywać (bo tak chyba należy interpretować słowa, że "to ostatni akord twórczości zespołu"); wreszcie po trzecie i zarazem najbardziej trywialne, że taka kapela w ogóle funkcjonowała i w swoim dorobku ma rzeczy, którymi zdecydowanie warto się pochwalić...

Bo Annalist to zespół raczej niedoceniony, zapomniany, nawet przez największych koneserów rocka - powiedzmy "progresywującego" czy artowego. Również i moja znajomość bandu ograniczała się do dwóch płyt, a to z tego banalnego względu, że pozostałe są teoretycznie niedostępne, a praktycznie na serwisach aukcyjnych stoją po cenie złota. Dopiero dwudziestolecie zespołu i z tej okazji wypuszczony na rynek kolekcjonerski box mogą zapełnić pewną pustkę, jaka od lat straszy potencjalnych słuchaczy.

Pewnym osobom Annalist na pewno się przypomni (chociażby jako dawny support koncertów Marillion), dla innych będzie to zupełnie nowa podróż, a zdecydowanie warto zarzucić plecak na ramię i wziąć w niej udział. Przypomnijmy, że Annalist to grupa niezwykle eklektyczna, łącząca w sobie wiele gatunków - dema sięgały nawet w kierunku death metalu. Ostatecznie jednak zespół kojarzy się głównie z rockiem neoprogresywnym i rzeczywiście swego czasu konkurował o prym na polskim poletku tego gatunku z College, czyli formacją dziś już kultową, czego o Annalist powiedzieć w pełni niestety nie można. Nie będę nawet próbował dojść przyczyny takiego stanu rzeczy, bo i nie tego tyczy się dzisiejsza opowieść.

"XX" pokazuje przy okazji jak długą drogę pokonał zespół od "Memories" (1993) po "Trial" (2000), czyli na przestrzeni zaledwie siedmiu lat, i jak Annalist dorastał, od niedojrzałej grupy chcącej grać dojrzałe rzeczy po absolutnie rewelacyjny materiał z przełomu millenium. Trzeba mocno zaznaczyć, że debiutancki "Memories" to album tyleż ciekawy co niedopracowany, gdzie wraz z całkiem interesującą muzyką w klimatach progresywnych z domieszką gotyku i muzyki klasycznej, idzie nie dość, że słaby głos wokalisty, to jeszcze raczej kiepski angielski tegoż i ogólnie nieciekawe brzmienie całości. Droga jest kontynuowana na "Artemis" (1995) i wydawałoby się, że formacja już doskonale wie co chce grać, neoprogresywny rock w klimatach Abraxas czy nawet staruśkiego Exodusu z naleciałościami muzyki gotyckiej, etnicznej i post-rockowej, wokale już lepsze, a i kilka utworów po polsku się znalazło.

Tyle, że całą wizję rozwoju Annalist burzy "eon" (1997), album przebojowy, łatwy w odbiorze, w pełni polskojęzyczny, okraszony świetnymi melodiami i wreszcie przyjemnym, pasującym do całości wokalem. Cała płyta jest lekko zamyślona, zagubiona w przestrzeni, w pełni art-rockowa, ale z zachowaniem przystępności formy. Zespół uważa, że album był w rzeczywistości początkiem końca Annalist, a szkoda, bo kończący siedmioletnią przygodę scenicznej bytności "Trial" (2000) to zdecydowanie materiał najdojrzalszy, i gdyby tylko kapela pokusiła się o dalszą wycieczkę w takie rejony, dodatkowo łącząc je ze wcześniejszymi dokonaniami, to mielibyśmy do czynienia z niemałą rewolucją - być może nawet polskim Archive, przy zaznaczeniu, że Annalist wyprzedzili tą stylistyką Brytyjczyków o prawie dwa lata. "Trial" to bowiem mieszanka klimatów dość mrocznych, art-rocku, trip-hopu, nowej fali, elektroniki, gęstej atmosfery i świetnych tekstów - gdzieś tam pobrzmiewają nawet inspiracje Tangerine Dream czy Vangelisem. Wszystko to składa się na doskonały materiał będący jednak zwieńczeniem, ostatecznie bardzo przecież ciekawej, działalności Annalist.

Tak było do roku 2012, gdy podjęto decyzję o wydaniu kolekcjonerskiego boxu, który prócz zremasterowanej podstawowej dyskografii uzbrojono w mini-album "Syrinx", będący w założeniu koncept albumem i zarazem stylistycznym podsumowaniem całej twórczości Annalist. Wyszło nie najgorzej, bo rzeczywiście płyta ma w sobie elektronikę "Trial", brzmienie "Artemis, wokale "eon" i echa gotyckich elementów "Memories".

"Syrinx" ostatecznie zamyka bogatą działalność zespołu. Kolekcjonerski box (wydany w 350 egzemplarzach - dodam, ręcznie numerowanych), jest więc nie lada gratką dla fanów rodzimej muzyki progresywno-art rockowej. Zwłaszcza dla tych, którzy rzeczywiście interesują się gatunkiem i ich edukacja muzyczna z powodu nieznajomości Annalist cierpi na spore braki. Nie jest to oczywiście wina słuchacza, gdyż poza "XX - 1992/2012" nie ma już szans na kontakt z muzyką kapeli, a i w tym przypadku tę niewątpliwą przyjemność zyskają tylko wybrani. Zainteresowanym serdecznie polecam, bo to wycinek naprawdę ciekawej historii polskiej sceny art-rockowej - czym prędzej radzę więc box zamówić, bo sztuk niewiele, a drogo wcale nie jest.

Grzegorz Bryk