Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / House Of Gold & Bones, Part 2

House Of Gold & Bones, Part 2 - Stone Sour

House Of Gold & Bones, Part 2

Wykonawca:

Stone Sour

8 /10

Corey Taylor wieńczy dzieło swojego życia płytą spójną, mocną, ale i zaskakującą.

Jak już wspominałem przy okazji recenzji pierwszej części "House of Gold & Bones" Stone Sour, to potężne dzieło jest wynikiem ostatnich doświadczeń muzycznych i pozamuzycznych lidera formacji. Taylor bawiąc się w barda sięgał po różne gatunki, a przy okazji realizował się na innych niwach artystycznego świata. W efekcie otrzymaliśmy wyborny koncept, który recenzowana tu płyta zamyka. Kontynuujemy więc wycieczkę po życiu głównego bohatera (ciężko oprzeć się wrażeniu, że jest nim sam Corey) - oczywiście nie będę wam zdradzał treści poszczególnych epizodów, ale myślę, że nie popełnię faux pas, jeżeli zdradzę wam konkluzję tej opowieści: wszystko można odbudować, we wszystkim można doszukać się pozytywnych elementów i z każdej bitwy wyjść zwycięsko. To w sumie prosty, ale piękny przekaz, moim zdaniem zbyt rzadko spotykany w metalu.

"House of Gold & Bones, Part 2" jest mroczniejsza od poprzedniczki, ma więcej wolniejszych, klimatycznych fragmentów, choć oczywiście dobrego gitarowego wykopu też nie brakuje. W przeciwieństwie do "jedynki" tu początek płyty jest relatywnie wolny, stonowany - w "Red City" Stone Sour szuka potęgi gdzie indziej, w narastających emocjach, w klawiszowym wstępie i wykrzyczanym, doomowym zakończeniu.

Nie uświadczymy tu thrashowej jazdy, w której Taylor i spółka przecież się lubują. Zamiast tego mamy do czynienia z przednimi eksperymentami: fantastycznie prezentuje się "Peckinpah", gdzie Stone Sour wciela się w alter ego Mastodon z okolic "Crack The Skye", smakowite "Stalemate" ma w sobie nutkę nu-metalu, z kolei "Blue Smoke" wieje psychodelią - znać, że Corey tulił się niedawno do Pink Floyd. Polecam zwrócić uwagę także na stonerowe "Do Me a Favor", numer ze świetnym południowym drivem, który ubarwiony mocnym wokalem brzmi doprawdy wybornie.

Zresztą cały projekt "House of Gold & Bones" to kawał świetnego grania, przemyślanego w każdym elemencie, ciekawie opowiedzianego, różnorodnego, po prostu z najwyższej półki. Stone Sour niniejszym wdrapali się na swój osobisty szczyt i jestem przekonany, że szybko z niego nie zejdą.

Jurek Gibadło