Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Warmest Sun In Winter

The Warmest Sun In Winter - Believe

The Warmest Sun In Winter

Wykonawca:

Believe

Gatunek:

Art Rock

7 /10

Piąty studyjny krążek grupy Believe przynosi kilka znaczących różnic względem wcześniejszych albumów formacji, chociaż o jakiejś stylistycznej czy brzmieniowej rewolcie mowy być nie może.

Przede wszystkim, grupa Mirosława Gila na "The Warmest Sun In Winter" wyciszyła się, przybliżając tym samym nowy materiał do tego prezentowanego na ostatnim krążku projektu MrGil - "I Want You To Get Back Home" (2012). Przy czym, o ile na wspomnianym albumie gitary było niewiele, tak przeważające partie nowego Believe opierają się właśnie na niej, ale i tu podana jest ona w formie niezwykle atmosferycznej i melodyjnej, a solówki idą raczej w stronę kreowania spokojnego, marzycielskiego klimatu niż wirtuozerii.

Dominacja partii gitarowych została prawdopodobnie podyktowana brakiem Satomi, której skrzypce - tak przecież istotne dla stylu Believe - pojawiają się stricte gościnnie wyłącznie w "Please go Home" (utworze poświęconym pamięci Roberta Roszaka, dziennikarza radiowego znanego z audycji Art Rock Block - jej fragment wkomponowano w piosenkę) oraz bonusowym "The Bright Day". Kolejnym istotnym elementem "The Warmest Sun In Winter" są klawisze Konrada Wantrycha, które na długo trzymanych akordach korzystnie wpływają na fakturę utworów, skutecznie budując przy tym przestrzenność kompozycji, a i zdarzają się solówki w stylu Jona Lorda. Idealnie w te dźwięki wpasowuje się spokojny, ciepły i liryczny wokal Karola Wróblewskiego.

Ze względu na stonowany, intymny i zamyślony klimat, przypomina mi "The Warmest Sun In Winter" album "Stopover - Life" (2012) grupy Moonrise. Mirosław Gil, głównie za sprawą gitary, robi również wycieczki w stronę swojej macierzystej grupy Collage, ale przede wszystkim nowe Believe eksploruje nastroje doskonale znane fanom twórczości nowego wcielenia Marillion, tego ery Stevego Hogartha, a szczególnie z dwupłytowego "Happiness Is The Road" (2008), a wieńczący album "Heartless Land" nasuwa skojarzenia z takimi utworami jak marillionowe "House" ("marillion.com") czy "Ocean Cloud" i "Neverland" ("Marbles") - porównania są to rzecz jasna pierwszoligowe.

"The Warmest Sun In Winter" to płyta na swój sposób intymna, przeznaczona do obcowania sam na sam, przy pełnym skupieniu i zaangażowaniu, bowiem w innych warunkach po prostu staje się tłem. Dzieje się to głównie za sprawą materiału, który przez cały czas trwania albumu utrzymany jest w podobnym tonie i trzyma swój spokojny klimat (wszak to album koncepcyjny), co dla wielu może wydać się monotonne, ale albumy stawiające na nastrój sporo wymagają też od słuchacza - zdarzają się wprawdzie mocniejsze akordy, a i Wróblewski wokalnie wspina się czasem gdzieś w rejony wokalnego patosu. Można zarzucić "The Warmest Sun In Winter" nudę, ale pamiętajmy, że nuda to nie wartość estetyczna.

Mnie nowy album Believe w pełni przekonuje, to kolejna udana płyta zespołu, chociaż przeznaczam ją raczej tylko na specjalne okazje - może rzeczywiście brak tu jakiegoś urozmaicenia w formie bogatszego instrumentarium (ostatnio modne są solówki na saksofonie), kilku mocniejszych fragmentów, jakiegoś ożywczego pierwiastka. W każdym razie na noce pełne myśli "The Warmest Sun In Winter" jest jak znalazł.

Grzegorz Bryk