Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Infestissumam

Infestissumam - Ghost

Infestissumam

Wykonawca:

Ghost

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

Drugi, bardzo wyczekiwany album szwedzkiego Ghost nie przynosi absolutnie żadnej zmiany w muzyce zespołu.

Choć zdarzają się im mielizny i słabsze fragmenty, przyznam się, że wobec tej kapeli jestem niemal bezkrytyczny i kolokwialnie mówiąc: łykam od nich dosłownie wszystko.

"Infestissumam" to fantastyczny hołd dla sprawcy całej metalowej muzyki, jedynego Lucyfera, który i tym razem jest patronem całego wydawnictwa. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, Ghost z Szatanem trzymają się bardzo dobrze, a melodyjny, retro heavy metal w ich wykonaniu oraz cała okultystyczna otoczka wokół grupy, idealnie się uzupełniają. Długo czekałem na taki zespół, tym bardziej, że od jakiegoś czasu obserwuję falę powrotów zarówno do brzmienia z lat '70 i wcześniejszych, jak i znacznie prostszego ujęcia muzyki samej w sobie. Ghost, podobnie jak Big Elf czy Tame Impala jest idealną odpowiedzią na moje potrzeby.

Choć nowe dzieło Szwedów, związane z kontraktem opiewającym na trzy czwarte miliona amerykańskich dolarów, ma zadatki na to, aby łączyć metalowe pokolenia, tak z punktu widzenia marketingowca kroci nie przyniesie. Dobrze, że ekonomia nie jest ważna dla słuchaczy i możemy cieszyć się samą muzyką, bo ta jest najwyższej próby. W przypadku wyniesionego na metalowy piedestał debiutu, niektórym przeszkadzała jednowymiarowość umieszczonych na nim kompozycji. Drugi album, choć tak jak zaznaczyłem nie jest żadną stylistyczną woltą (chyba że wokalnie, bo pojawiają się growlowane fragmenty), jest bardziej różnorodny. Mamy tutaj zarówno hymn "Year Zero", piękną i chyba najbardziej zaskakującą ze wszystkich utworów quasi balladę "Ghuleh/Zombie Queen", czy jak na ten zespół dość szybki cios "Idolatrine".

Oponentom Ghost wciąż nie będą się podobać przesłodzone melodie, Hammondy, proste gitarowe sola czy generalnie, cały związany z bandem teatrzyk. Reszta, która pokochała zespół za piekielnie przebojowe piosenki, tajemniczość i powrót do muzyki, o której pamiętają już jedynie tatusiowie, będzie wpiekłowzięta.

Grzegorz "Chain" Pindor