Kup Magazyn Gitarzysta

Har Nevo - The Black Heart Rebellion

Har Nevo

Wykonawca:

The Black Heart Rebellion

Gatunek:

Alternatywa

10 /10

"Chcieliśmy stworzyć magiczną muzykę, która będzie dla Was czystą przyjemnością". Taka deklaracja padła z ust jednego z muzyków belgijskiego The Black Heart Rebellion przed premierą ich najnowszego długograja "Har Nevo". Nie mam cienia wątpliwości, że zespół sprostał temu zadaniu.

Jak swego czasu szwedzkie Umea (Refused, Meshuggah, Cult of Luna, Khoma), tak teraz belgijska Gandawa stało się wylęgarnią utalentowanych kapel mogącą pochwalić się silną reprezentacją w postaci Rise And Fall, Oathbreaker czy właśnie The Black Heart Rebellion. Pięć lat przyszło czekać na następcę ich debiutanckiego LP, ale było warto. "Monologue" to dobra płyta, ale chyba nikt nie mógł się spodziewać takiej wolty stylistycznej, odrzucenia wpływów hardcore'a i metalu.

Skręt w stronę alternatywy dał pozytywny efekt w postaci dzieła kompletnego. Wszystko się zgadza, od projektu graficznego przez muzykę po klimat. Te trzy czynniki korespondują ze sobą i tworzą nierozerwalną, intrygującą, niebanalną całość. W moim odczuciu "Har Nevo" staje w kolejnej sztafecie pokoleń, krążków stojących gdzieś z boku, wokół których nie ma wielkiego szumu medialnego, a które wyróżniają się nieprzeciętną zawartością. Tak, jak niegdyś wydawnictwa In The Woods... ("Omnio" i "Strange In Stereo"), The Third And The Mortal ("Painting On Glass" i "In This Room"), Decoryah ("Fall Dark Waters" i "Breathing The Blue"), Monumentum ("In Absentia Christi" i "Ad Nauseam"), Sadness ("Ames De Marbre"), czy na początku kariery Agalloch. A ostatnio U.S. Christmas.

"Brother hold tight, they're running wild, through this savage night
Brother keep close, lost in this land without light"


Rozmazany obraz powoli nabiera ostrości. Zmierzch. Las. Jezioro. Liście poruszane lekkim wiatrem. Wreszcie słychać dzwonki rozwieszone na sznurkach między drzewami. Cisza przed burzą. Pomału wyłania się obraz mężczyzny zanurzonego w wodzie, jakby obmywającego się z grzechów. W następnym ujęciu biegnie półnagi przez las. Ścigany. Winny. Tak wygląda video do otwierającego album utworu "Avraham". Świetne zdjęcia, znakomity koncept, dawno nie widziałem tak klimatycznego i tak dobrze harmonizującego z muzyką obrazu. Jest to niejako intro, niespieszne dźwięki gitar, narastające napięcie, wreszcie rytualne bębnienie z towarzyszącym basem. Ten temat bardzo szybko osiada w głowie i bez problemu w dowolnej chwili jestem w stanie go sobie przypomnieć. Zgrabnie wprowadza słuchacza w świat "Har Nevo". Do tego wokal, niespokojny, zdyszany, wyrzucający kolejne słowa, wreszcie bardziej rozkrzyczany przywodzący na myśl Alana Averilla z Primordial.

"Har Nevo" jest w takim samym stopniu gitarową, co perkusyjną płytą. Bywa, że któryś z tych elementów muzycznej układanki przeważa. Nie tutaj. Dźwięki są bardzo plastyczne, filmowe wręcz, działają na wyobraźnię. Umysł sam 'montuje' film w czasie odsłuchu. Próżno tu szukać ciężkiego brzmienia gitar, czy szaleńczych blastów. Muzyka płynie niespiesznie prowadząc do kulminacji, wibruje od napięcia, a dominującym nastrojem jest smutek.

"Carry me away Lord, these are the woods I run from.
Carry me away Lord, give me courage to go on".


Tymi słowami tak naprawdę rozpoczyna się ten album. Sześciominutowy "The Woods I Run From" to nastrojowa kompozycja, w której przewodnikami są ciepły, pulsujący bas i perkusja. Wokół nich krążą gitary, muzycy korzystając z całej gamy efektów, oferują szeroką paletę brzmień. To z kolei korzystnie wpływa nie tylko na budowanie klimatu (słowo-klucz opisujące "Har Nevo"), ale również sprawia, że nie ma mowy o nudzie. Krążek autentycznie wsysa, wchodzimy w świat kreowany przez sekstet z Belgii i tracimy kontakt z rzeczywistością. Istnieje tylko muzyka. Towarzyszymy bohaterowi w jego wędrówce do odkupienia, chwilami refleksyjnej, chwilami niepokojącej, czasem mistycznej. Poddajemy się plemiennym rytmom i brzmieniom (muzycy nie stronią od akustycznych) generowanym przez rozmaite instrumenty. Głęboki, ciepły wokal opisuje tę podróż, śpiewając, szepcząc, krzycząc. Wszystko to składa się na wielowarstwową muzyczną opowieść z misternie poskładanych dźwięków, które tworzą zadziwiająco przystępną i niemęczącą muzykę. Wieńczący płytę ponad sześciominutowy "Into The Land Of Another" rozpoczynający się nutami granymi na banjo przywodzi na myśl twórczość Wovenhand. Do tego ta przestrzeń. Narastające napięcie do wykrzykiwanych na koniec "For The Rise Of Our Land, For The Growth Of It's Fields I'll Rise, For The Warmth Of It's Seeds I'll Grow, I'll Grow".

Jak wspomniałem na początku, Belgom udało się stworzyć coś wyjątkowego. Klimatyczny, wciągający, mistyczny, niepokojący, refleksyjny krążek. Magiczny, jak chcieli. Skromny. Autentyczny. Szczery. Nie ma tu fajerwerków instrumentalnych, a jednak przykuwa uwagę każdym kolejnym dźwiękiem. The Black Heart Rebellion oferują czterdziestominutową podróż do świata "Har Nevo", radzę rozejrzeć się za transportem w tamtą stronę.

Sebastian Urbańczyk