Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tattooed Head Woman

Tattooed Head Woman - Przeciwziemia

Tattooed Head Woman

Wykonawca:

Przeciwziemia

Gatunek:

Rock

8 /10

Największym pozytywnym zaskoczeniem ubiegłego roku w polskiej muzyce była dla mnie debiutancka płyta zespołu Frozen Bird - "Terry's Tales". Ten natomiast, mimo, że dopiero kwiecień, będzie należał do wrocławskiej Przeciwziemi.

Celowo przywołuje tu projekt Radka Dudy, bo to trochę podobne klimaty - nie chodzi nawet o gatunkowość, ale swoiste odrealnienie, surrealizm cechujący materiał prezentowany przez obie te formacje. Przeciwziemia zresztą dość ciekawie przedstawiła się już pierwszą EPką "Właściwości" (2011), ale dopiero "Tattooed Head Woman" pokazuje, jak olbrzymi potencjał tkwi w grupie, zarówno muzyczny jak i liryczny. Przeciwziemia oddaje bowiem w ręce słuchacza ponad dwadzieścia pięć minut dźwięków niezwykle eklektycznych, przejmujących, angażujących i dających się z łatwością zapamiętać ze względu na swoją emocjonalność i melodykę.

Tym świetniejsza jest ta EPka im bardziej flirtuje zespół z różnymi gatunkami, wodzi za nos słuchającego, nie daje się szufladkować. Zasadniczo jest to rock, ale taki, który czerpie z wszystkiego, co tylko muzykom w głowie gra: tytułowy numer na przykład, prócz rockowych zapędów, łasi się w stronę funku, by zaraz przejść w klimaty folkowo-poetyckie w stylu Toma Waitsa - ot taka karczemna przyśpiewka z baru dla mężczyzn nie pierwszej świeżości. "Korytarz", prócz nastrojów znanych z festiwalów poezji śpiewanej, kręci się gdzieś wokół jazzu. "Szczury" to już wycieczka w kierunku muzyki etnicznej z Pearl Jamowym refrenem z okolic "Crazy Mary"; i wreszcie mój faworyt (ze względów czysto subiektywnych) w postaci przepięknego "Covered by The Sun", wspaniałej art-rockowej ballady tak atmosferycznej i przeszywająco emocjonalnej, że wywołującej autentycznej ciarki, pod koniec zaś doprowadzającej niemal na skraj egzaltacji dzięki potężnemu finałowi w stylu "Bent Cold Sidewalk" z repertuaru Tangerine Dream - polecam również zapoznać się z teledyskiem do tego utworu, który hula już od jakieś czasu na YouTube.

Istotne jednak, że zespół ma pomysły i umiejętności by je zrealizować. Ciekawie brzmią tym bardziej, że w składzie nie ma gitary elektrycznej - ten brak rekompensują saksofonem, klawiszami i pianinem oraz gęstą sekcją rytmiczną (zarówno bas jak i perkusja są świetne instrumentalnie). Natomiast owe przejmujące wokale wyśpiewuje Bartosz Sobieraj, który w polskojęzycznych utworach brzmi trochę jak Piotr Rogucki z Comy, a w tych angielskich popisuje się vibratem i barwą Eddiego Vaddera. Dla jasności dodam tylko, że dla mnie anglojęzyczne wersje "Szczurów" i "Korytarzy" (bo takowe znalazły się na krążku w charakterze bonusów) brzmią o wiele lepiej i gdybym miał radzić zespołowi w jaki język uderzać, to zdecydowanie wybieram angielski - głównie z tego powodu, że te polskie za bardzo pachną solowym Roguckim, co szybko doprowadzi do bardzo niezdrowych porównań. Sobieraj zresztą potrafi porządnie ochryple krzyknąć (w "Tattooed Head Woman" zbliża się w rejestry Waitsa) oraz obracać się w klimatach lirycznych, a i całkiem zacnie tworzy atmosferę z pogranicza patosu.

Świetny materiał przygotowała Przeciwziemia, naprawdę bezkonkurencyjny i charakterny. Ze swojej strony mogę polecić każdemu miłośnikowi niebanalnej, emocjonalnej muzyki i szczerze zachęcam do zakupu "Tattooed Head Woman", tym bardziej, że to grosze, a warto zespół wspierać. Natomiast jeśli czyta mnie poszukiwacz młodych talentów z jakiejś wytwórni płytowej, która racjonalnie i bez zbędnej ingerencji poprowadzi zespół, to wskazuje palcem na Przeciwziemię, bo to talent przedni. Mam przy tym nadzieję, że grupa dostanie swoją szansę i nagra pełnowymiarowy debiut - jestem ciekaw co z tego wyjdzie. Gorąco polecam!

Grzegorz Bryk