Kup Magazyn Gitarzysta

Zolle - Zolle

Zolle

Wykonawca:

Zolle

Gatunek:

Noise

7 /10

Z włoską sceną alternatywną jest trochę tak, jak z warszawskimi amatorskimi ligami piłki nożnej. Wiele nazw drużyn w różnych ligach, a gdzie się nie pojedzie, tam spotyka się te same twarze.

Zolle powołane zostało do życia przez Marcelo Lana znanego z Morkobot. Skład uzupełnia Stefano. Podział jest prosty, Marcelo rzeźbi w gitarze, a Stefano podkłada rytm. Z takim osobliwym duetem mamy do czynienia. Debiutancki LP Włochów zawiera muzykę instrumentalną. Wielbicielom bluesowych harmonii, legatowych solówek, szarpania wajhą i sustainu polecam przejście do recenzji ostatniego wydawnictwa Satrianiego. Twórczość Zolle jest mniej złożona, bliżej jej do gitarowego noise'u, który miejscami ociera się o sludge.

Koneksje czysto muzyczne, jak również prywatne sprawiły, że Zolle znalazło się w rękach założonej przez muzyków Ufomammut Supernatural Cat (Incoming Cerebral Overdrive, Morkobot, OvO) powiązanego personalnie z Malleus Rock Art Lab. Jak mówiłem, warszawskie ligi piłki nożnej. Obrazu dopełnia fakt, że nagrań dokonano w  Mizkey Studio (Morkobot), a  masteringiem zajął się Giovanni Versari (Zu, Morkobot, OvO, One Dimensional Man).

Utwory na tym wydawnictwie są krótkie, co już wyróżnia tę płytę na tle innych z muzyką instrumentalną. Każdy numer otwiera temat, który w dalszej części jest ogrywany. Nie ma tu jakiegoś schematu. Artyści bawią się dźwiękami eksponując moc gitary elektrycznej i surowo brzmiącej perkusji. Soczyste riffy następują jeden po drugim i gdyby dołożyć tu jakieś wokale byłaby pełnia szczęścia. Swoje trzy grosze dorzuca również Urlo z Ufomammut tu i ówdzie dając psychodeliczne podkłady klawiszowe i Marcelo dokładając dźwięki ksylofonu. Kiedy odpaliłem "Zolle" miałem wrażenie, że zostało zarejestrowane na żywo. Taka, jak się okazuje, była idea, nagrań dokonano w bardzo krótkim czasie, właściwie z minimalną ilością poprawek. To pójście niejako na żywioł zaowocowało świetną energią. Numery prą do przodu niespiesznie ale nieubłaganie, a słuchacz poddaje się specyficznej atmosferze krążka. To jest jak soundtrack do jakiegoś niemego czarno-białego filmu. Nieco psychodelicznego, zabawnego i dziwnego.

"Zolle" to nie jakaś sztuka sztuk, bardziej zabawa zbudowana na zgrabnych gitarowych riffach o surowym, brudnym, żywym brzmieniu i takiej perkusji. Zabawa angażująca, ale nie męcząca. I tak niespełna pół godziny mija niepostrzeżenie. Nie jest to również płyta dla każdego, ale wszyscy, którzy choć trochę siedzą w klimatach noise/sludge/stoner nie będą zawiedzeni kontaktem z tą muzyką.

Sebastian Urbańczyk