Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tooth & Nail

Tooth & Nail - Billy Bragg

Tooth & Nail

Wykonawca:

Billy Bragg

Gatunek:

Folk

7 /10

Billy Bragg powraca z najnowszym albumem po pięciu latach muzycznego milczenia. Parę miesięcy później umiera Margaret Thatcher, przeciwko której artysta swego czasu prowadził polityczną krucjatę.

Ktoś mógłby powiedzieć: przypadek? Ja jednak skupię się na muzyce, a nie na teoriach spiskowych.

Kariera muzyczna Billy'ego Bragga rozpoczęła się w 1977, kiedy założył punk-rockowy zespół Riff Raff. Wkrótce jednak rozczarowany brakiem sukcesów w muzyce wstąpił do wojska, w którym nie zagrzał długo miejsca. Jak łatwo się domyślić, w niedługim czasie powrócił do grania, wydając w 1983 r. swój debiutancki album "Life's a Riot with Spy Vs Spy". Od tego czasu ukazało się ich ponad dwadzieścia, a najnowszym w dorobku jest "Tooth & Nail". Zawarte na nim dwanaście kompozycji nagranych zostało w ciągu dosłownie pięciu dni. Utrzymane zostały w klimacie amerykańskiego folku i ballady. Do nagrań posłużyła oczywiście akustyczna gitara, a także pianino i bas.

Mimo dość krótkiego czasu przeznaczonego na nagrania, "Tooth & Nail" brzmi tak, jakby został zarejestrowany bez większego pośpiechu. Spokojne utwory ciągną się leniwie, instrumenty brzmią nastrojowo, a ciepły i nostalgiczny głos Billy'ego Bragga stanowi uzupełnienie całości. Próżno szukać tutaj długich solówek, czy innego instrumentalnego wymiatania. "Tooth & Nail" to prosta muzyka z tekstami, w których zawarte są przemyślenia autora związane z jego religijnymi fascynacjami oraz refleksją na temat życia. Mimo, że nie uświadczymy tutaj znaczących zmian dynamiki (wszystkie utwory utrzymane są w wolnych albo średnich tempach), to "Tooth & Nail" nie należy do albumów, które potrafiłyby znużyć słuchacza. Głównie ze względu na ciekawe linie melodyczne, przyzwoite aranżacje i intrygujący głos Bragga.

Większość piosenek na "Tooth & Nail" urzeka swoim brzmieniem, a słuchanie płyty jest odprężające. Szkoda jednak, że nie wszystkie kompozycje na są tak dobre, jak "No One Knows Nothing Anymore" albo "Goodbye, Goodbye". Te, w przeciwieństwie do pozostałych, zostają ze słuchaczem na dłużej, także po wyłączeniu odtwarzacza. Niemniej ten album to kawał przyzwoitego grania i mimo że nie stanie się przełomowym w gatunku, warto poświecić mu uwagę.

Kuba Chmiel