Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Afterthoughts

Afterthoughts - Nosound

Afterthoughts

Wykonawca:

Nosound

Gatunek:

Art Rock

7 /10

Włosi z Nosound każdym kolejnym albumem zdają się w pełni solidaryzować ze słynnym zdaniem Edwarda Stachury, głoszącym że "śmiech obraża wielki smutek świata".

Nowy materiał od grupy pod dowództwem Giancarlo Erra wciąż trzyma się nastrojów znanych z trzech poprzednich płyt, a które nieustannie zabierają słuchacza w głąb jądra owego smutku świata. Nostalgia, melancholia, depresyjność, bliżej nieokreślona tęsknota oscylująca na granicy płaczu i zmartwienia - tak można by najkrócej scharakteryzować klimat z "Afterthoughts". Przy czym przygnębieni Włosi mają olbrzymi dar do tworzenia smutku dojrzałego, takiego, który nie daje w naszych cynicznych czasach argumentów dla wszelkiego rodzaju prześmiewców i szyderców, by taką twórczość w jakikolwiek sposób dyskredytować.

Podobnie jak na gruncie atmosfery, tak i muzycznie w Nosound nie zmieniło się wiele. Artystyczny rock (czasem nazywany progresywnym) z naleciałościami post-rocka i sporą dawką ambientu przywodzi na myśl dokonania wczesnego Porcupine Tree oraz No-Man. Wszystko dzieje się tu powoli, rozkręca topornie, aż wreszcie następuje apogeum rozpaczy. Na pewno Nosound dojrzali kompozytorsko, bo świetne są tu patetyczne gitarowe solówki jakby spod palców Davida Gilmoura, dużo charakterystyczniejsze wydają się również niespieszne wokale - najbardziej imponujący jest utwór "Paralysed" z rewelacyjnym solo oraz pełnym rozpaczy krzykiem Erra. Wciąż gęsto jest od klawiszy i fortepianu, a muzyków wspiera również wiolonczela. Najmilsza jednak nowość to złożona, niebanalna perkusja - może być w tym sporo zasługi Chrisa Maitlanda (Porcupine Tree), który wybębnił swoje kilka groszy na "Afterthoughts".

Jedyne do czego można się w nowym materiale od Nosound przyczepić to pewne skostnienie formy, bo niby muzyka wciąż się rozwija, artyści dojrzewają, ale mimo wszystko trzeba się mocno wsłuchać, by odróżnić poszczególne utwory. Tyle, że muzyka Włochów już taka ma być z założenia, kontemplacyjna i w swojej melancholii nieco monotonna, atmosferyczna. Niemniej "Afterthoughts" jest rzeczą niezwykle wartościową - melancholicy na pewno odnajdą w niej swój przylądek smutku.

Grzegorz Bryk