Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Didn't It Rain

Didn't It Rain - Hugh Laurie

Didn't It Rain

Wykonawca:

Hugh Laurie

Gatunek:

Blues

9 /10

Czy świat potrzebuje kolejnego śpiewającego aktora? To pytanie zadaje sobie wielu, a co ciekawe, również sam wspomniany aktor, czyli Hugh Laurie.

Zupełnie niepotrzebnie, bowiem Laurie zdążył zostać nie tylko docenionym aktorem, ale i kabareciarzem, reżyserem, pisarzem, a nawet sportowcem. Z tą muzyką to też nie fanaberia, bo o ile jedną płytę można jeszcze wydać dla kaprysu, to jednak nagranie drugiej można uznać za prawdziwą pasję. Szczególnie, że tak samo jak w przypadku wszystkiego, za co wziął się serialowy dr House, wykonywana przez niego muzyka stoi na bardzo wysokim poziomie.

Oczywiście nazwanie Hugh Laurie śpiewającym aktorem byłoby znacznym uproszczeniem. Wystarczy powiedzieć, że śpiewa nie najgorzej, ale co równie ważne - jest też multiinstrumentalistą. I jeszcze jedna rzecz, tym razem mająca ogromne znaczenie dla potencjalnego słuchacza. Hugh Laurie gra wyłącznie muzykę, która mu w duszy gra, a że jest nią blues i tradycyjny jazz - to nie jego wina!

"Didn't It Rain" to następca wydanego w 2011 r. albumu "Let Them Talk". Oba krążki zostały wypuszczone przez wytwórnię Warner Bros. Na obu muzyk sięga po dorobek amerykańskiej kultury muzycznej, czyli blues i jazz, choć na "Didn't It Rain" ociera się wyraźnie również o R&B i tango. Na szczęście obyło się bez kompromisów. Utwory w liczbie trzynastu brzmią, jak należy. W znacznej mierze to standardy, ale odegrane ze sporym wkładem własnym. Hugh Laurie nie jest co prawda wybitnym wokalistą, ale tym razem do głosu dopuścił znakomitych Gaby Moreno, Jean McClain i Taj Mahala. Znacznie ubarwiło to płytę. I bez tego słuchałoby się jej wybornie, bowiem aranżacje są niezwykle wytrawne, a poziom akompaniującego zespołu - zawodowy. Producent Joe Henry, podobnie jak i poprzednio, skleił całość, nie robiąc z tego płaskiej, pozbawionej smaku papki. Wręcz przeciwnie, brzmienie jest intensywne, a delikatna, ale wyraźnie zaakcentowana dynamika utworów została przez niego wyśmienicie uchwycona.

Nie zdziwiłbym się, gdyby taki album sygnował swoim nazwiskiem Wynton Marsalis. Nie powinienem być zdziwiony wydaniem takiego albumu przez Erica Claptona. Dlaczego więc miałbym być zaskoczony, że Hugh Laurie nagrywa coś, co śmiało mogłoby znaleźć się w dorobku wyżej wymienionych mistrzów? Skoro ten aktor, pisarz, reżyser i - z pełną tego świadomością - muzyk wszystko, czego się dotknie, zamienia w złoto.   

Kuba Chmiel