Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Black Dog Barking

Black Dog Barking - Airbourne

Black Dog Barking

Wykonawca:

Airbourne

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Trzeci studyjny album australijskiego Airbourne zatytułowany "Black Dog Barking" świadczy o... wielkości AC/DC. Wcale nie żartuję! Jestem przekonany, że gdyby nie żywa legenda hard rocka z Sydney to nie byłoby Airbourne. To w żadnym razie nie wada. Zdecydowanie wielki atut.

Wszak jeśli czerpać wzorce to tylko od najlepszych. Takie założenie można śmiało przypisać Airbourne. Muzycy z Warrnambool w składzie Joel O'Keeffe (wokal, gitara), Ryan O'Keeffe (perkusja), David Roads (gitara) i Justin Street (bas) nagrali kolejne dzieło w sprawdzonym stylu braci Young. Pomijając już liczne analogie w składzie i pochodzeniu obu zespołów nie sposób nie zauważyć iż Airbourne próbuje przejąć pałeczkę po czterdziestolatku z Sydney. To jak na razie rzeczywistość wyobrażona, ale bez wątpienia Australia doczekała się kolejnego porządnego przedstawiciela hard rocka. O Airbourne można dzisiaj tak śmiało powiedzieć. O ile dwa pierwsze krążki zespołu miały zbudować jego pozycję na świecie, o tyle trzeci, tak często kryzysowy, miał tę pozycję scementować. Po usłyszeniu dziesięciu premierowych kawałków zawartych na "Black Dog Barking" stwierdzam wszem i wobec: zadanie wykonane.

Ten materiał to zaledwie 35 minut muzyki, ale odniosłem wrażenie iż muzycy Airbourne nie uronili ani jednego skrawka z tego dosyć krótkiego czasu. Następca "No Guts. No Glory." z 2010 roku to materiał soczysty i przebojowy. Na pierwszy plan wysunęły się tu ekstra szybkie killery w stylu "Ready to Rock", "Firepower", "Live It Up", "Hungry" i tytułowego "Black Dog Barking", a więc utwory wypchane dużą ilością zadziornych riffów gitarowych i partii perkusji, wykończone na ogół w absolutnie klasycznej solówce gitarowej. Elektryzm, który uderza z tych kompozycji jest powalający! Takiego instrumentalnego zasuwu nie powstydziliby się muzycy AC/DC w najlepszych czasach! Swoją drogą trudno nie odnieść wrażenia iż bracia O'Keeffe, tak jak bracia Young, stanowią główny motor napędowy swojego zespołu. A może nawet w przypadku braci O'Keeffe to stwierdzenie jest prawdziwsze? Przecież Joel przy pomocy swoich wokali trzyma ten materiał za jaja. Tak jak poprzednio w zdartej hard rockowej barwie, wspieranej bardzo często chórkami Roadsa i Streeta. Pod tym względem AC/DC wylewa się tu oceanicznymi falami. Raz jeszcze sprawdza się teoria, iż charyzma wokalisty to połowa sukcesu aby skutecznie wypromować swój zespół. Airbourne wystawia sobie tym dziełem znakomitą wizytówkę.

Poza rozpędzonymi kompozycjami i siłą wokalną "Black Dog Barking" to również kilka mniej przewidywalnych pomysłów. Bardzo dobrze poczułem się w thunderstruckowym "Animalize" z efektownymi partiami gitary, posiniaczyłem nogę w rytm galopującego "Back in the Game" i nieco się zdziwiłem przy dosyć niepozornym wstępie w "Cradle to the Grave" by dać się porwać jego stopniowo rosnącej konstrukcji. Wszystkim utworom muzycy Airbourne nadali charakter. Jest, mówiąc wprost, czadowo. A nawet, aby nie użyć zbyt mocnego słowa, napiszę w skromnej formule, iż krążek ma swoje charakterystyczne australijskie kopyto. Nie umiem rozstrzygnąć na ile w tym odczuwalnej inspiracji AC/DC, a na ile próby kreowania własnego wizerunku w nurcie przez muzyków z Sydney stworzonym, ale wiem, iż przy "Black Dog Barking" bawiłem się tak samo dobrze, jak przy wielu albumach wspominanej legendy. A muzycy Airbourne są przecież na fali wznoszącej, bo to wciąż młoda ekipa, w dodatku wspierana przez jedną z największych wytwórni płytowych.

Cóż zatem napisać przy zakończeniu? Wypada chyba tylko sparafrazować tytuł pierwszego utworu zawartego na tym bardzo udanym krążku. Ready to rock, ready for success!

Konrad Sebastian Morawski