Kup Magazyn Gitarzysta

Mosquito - Yeah Yeah Yeahs

Mosquito

Wykonawca:

Yeah Yeah Yeahs

Gatunek:

Indie rock

8 /10

Nie wszystkie dzieci nowej rockowej rewolucji umarły młodu albo ugrzęzły na muzycznej mieliźnie. Yeah Yeah Yeahs 10 lat po wydaniu debiutu wciąż są gorącym zespołem.

Szybka rekapitulacja losów grup, które miały być głosem pierwszej dekady XXI wieku: The Strokes ciągle wydają albumy, o których się mówi, ale które nie dorównują klasie debiutowi, The Libertines nie istnieją, Kings Of Leon leczą kaca, Black Rebel Motorcycle Club nudzą, a Arctic Monkeys… Kogo dziś obchodzą Arctic Monekys? Nie dziwi więc, że przy okazji premiery czwartej płyty Yeah Yeah Yeahs "Mosquito" zastanawiano się, czy kapela podzieli los sióstr i braci z nowej rockowej rewolucji. Śpieszę donieść, że nie podzieliła.

Nowa płyta Amerykanów to jeszcze większa porcja elektroniki, niż w przypadku "It's Blitz!", ale z drugiej strony ciągle osadzona w przestrzennym indie rocku, gdzieś tam trochę zainspirowanym punkiem. Karen O właśnie dzięki umiejętnemu łączeniu przeszłości z nowymi pomysłami wygrywają z konkurencją. Nie silą się na wymyślanie siebie od nowa, ale też nie stoją w miejscu, a użytą elektronikę traktują jak partnerkę, a nie dyktatorkę, która zabije stare brzmienie kapeli. "Subway" rozpływa się w ambientowej mgle, ale dzięki jękom gitary i delikatnej partii basu ciągle jest kawałkiem rockowym, "Mosquito" niby ma w sobie nutkę syntetyczności, ale charakterystyczna dla Yeah Yeah Yeahs melodyka i rzężąca gitara trzymają piosenkę w indie-ryzach, "Buried Alive" osadzone jest w elektronicznym mroku, który podbijany jest jednak żywym basowym dudnieniem, "These Paths" nawiązuje do indie-popu ale przy użyciu nad wyraz tradycyjnych środków gitarowo-perkusyjnych.

No i rzecz najważniejsza - piosenki na "Mosquito" są po prostu świetne i przebojowe! Zabawa z aranżami jest więc tu tylko dodatkiem do melodyjnej esencji całości. Yeah Yeah Yeahs udało się złożyć krążek z 11 potencjalnych singli, z których każdy wyróżnia się jakąś ciekawą zagrywką oraz chwytliwą melodią. "Sacrilege" jest z jednej strony mroczne, przytłumione, ale dla kontrastu zaśpiewane przez Karen bardzo wysokim głosem, "Area 52" to prosty punk, zyskujący dzięki dusznemu, shoegaze'owemu aranżowi, a "Wedding Song" urzeka zwiewnym, delikatnym tematem, zmysłowo zaśpiewanym przez wokalistkę składu.

Yeah Yeah Yeahs udowadniają, że i w dzisiejszych czasach można być na topie więcej niż kilka lat i że da się nagrać więcej niż jedną frapującą płytę.

Jurek Gibadło