Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / El Pistolero

El Pistolero - Tracer

El Pistolero

Wykonawca:

Tracer

Gatunek:

Rock

7 /10

Australijskie trio kuje żelazo póki gorące, bo w zaledwie dwa lata od debiutanckiego krążka "Spaces In Between" (2011) zespół powraca z nowym materiałem.

Dużo dojrzalej grają panowie z Tracer, przeszlifowali styl i ujednolicili brzmienie - na pewno spora w tym zasługa odpowiedzialnego za produkcję i miks Kevina Shirleya, mającego już przecież spore doświadczenie w rockowych brzmieniach (że choćby wspomnieć produkcję płyt Led Zeppelin, Rush czy Journey), a i po tym jak stracił on swoje ostatnie oczko w głowie w postaci Black Country Communion, na pewno szuka następców, którymi Australijczycy mogą w najbliższym czasie się stać. Shirley jeszcze bardziej przybrudził brzmienie gitar i w porównaniu do wcześniejszych dokonań zespołu, całość mocniej pokrył stonerowym piachem, dzięki czemu "El Pistolero" zyskał jednolity klimat.

Tracer to wprawdzie grupa niemłoda, bo historią sięgająca gdzieś w rejony przełomu milleniów, ale późny debiut z 2011 roku usytuował ich w fali nowych stoner rockowych zespołów typu The Black Spider, Horisont czy Gentlemans Pistols, przy czym stylistyka i brzmienie Australijczyków mniej odwołuje się do hard rockowych kapel z lat siedemdziesiątych - chociaż w takim "Hangman" można wyczuć ducha Led Zeppelinów - a przynosi jednoznaczne skojarzenia z dokonaniami młodszych reprezentantów gitarowego rzemiosła z Audioslave i Queens of the Stone Age na czele. Wielbicielom wspomnianych zespołów "El Pistolero" powinno jak najbardziej przypaść do gustu, tym bardziej, że drugi album Australijczyków to materiał całkiem niezgorszy, głośny i pełen interesujących zagrywek oraz ciekawych refrenów - w "Until the War Is Won" panowie sięgają nawet po latynoski rock w guście Tito & Tarantula. Dobre wrażenie robi też pokrzykujący na wokalu Michael Brown, którego barwa i maniera momentami przypominają sceniczne i studyjne wojaże Chrisa Cornella.

Niemniej, jeśli ktoś lubuje się w głośnym, brudnym i wykrzyczanym stoner rockowym graniu, to czym prędzej powinien "El Pistolero" posłuchać. Może rzeczywiście za dużo tu Audioslave i Queen of the Stone Age, a i pojawiają się momenty jakby zbyt monotonne, ale w gruncie rzeczy to kawał rzetelnego, profesjonalnego gitarowego łoskotu.

Grzegorz Bryk