Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Blues’n’roll

Blues’n’roll - Szulerzy

Blues’n’roll

Wykonawca:

Szulerzy

Gatunek:

Blues

9 /10

Pierwszą dziesięciolatkę swojego istnienia zespół Szulerzy zamyka wydaniem nowej płyty.

Notabene jest to już piąty ich album i trzeba na to spojrzeć z wielkim uznaniem, bo wśród naszych bluesowych wykonawców taka aktywność wydawnicza nie jest zjawiskiem powszechnym. Tytuł krążka w sposób wyjątkowo trafny oddaje jego muzyczną zawartość, gdyż rzeczywiście te niespełna 51 minut wypełnione jest po brzegi bardzo przyjemną mieszanką bluesa i rock’n’rolla spowitą słonecznym klimatem Kalifornii (czytaj west coast bluesem). Wszystkie jedenaście kompozycji składające się na program płyty to autorskie dzieło zespołu. Największy wkład w tej materii wniósł Marcin Szulkowski (czasem sam, czasem do spółki z Natalia Kaczmarczyk lub swoim bratem Miłoszem). Dwie kompozycje dorzucił harmonijkarz Dominik Abłamowicz. No i, co jest dla mnie osobiście bardzo ważne, wszystkie teksty napisano w języku polskim.

Na płycie znalazł się utwór "Obywatel Nowak Jan" znany szerszej publiczności z występu Szulerów w programie "Must Be The Music". "Jak żuraw z czaplą" przyjemnie nawiązuje do rodzimego big-bitu. Jednym z niewielu spokojnych utworów jest refleksyjna "Moja modlitwa" w klimacie bardzo zbliżona do "Albatrossa" Fleetwood Mac (brzmienie gitary, perkusyjne bicie). Pięknie się słucha jumpująco rozbujanego "Starego płaszcza" ze stylowo zagraną solówką na gitarze. Bardzo interesująco wypada "To co liczy się". Wyjątkowo w roli wokalisty wystąpił tu Dominik Abłamowicz. Zaśpiewał jak mniemam wprost do harmonijkowego mikrofonu, co dało bardzo fajny efekt. Instrumentalny "Skok Domela" to przede wszystkim popis umiejętności Abłamowicza, ale i reszta zespołu dokłada swoje. Jako bonus dołączono nową wersję kompozycji "Daj mi słowa te" pochodzącej z pierwszego albumu zespołu, a będącej hołdem dla Otisa Reddinga. Kapitalny soulowy utwór stylowo zagrany i zaśpiewany, a brzmiący jakby pochodził z zamierzchłych lat '60. Takie swoiste emocjonalne wyciszenie na zakończenie krążka to doskonały pomysł.

Nie wiem, w jakich warunkach nagrywany był materiał, ale całość sprawia wrażenie jakby został zarejestrowany na "setkę" i na dodatek analogowo. Fantastyczne brzmienie (zwłaszcza gitara, cudnie przesterowana harmonijka i perkusja!), pulsujące życiem, autentyczne i prawdziwe. W nagraniu płyty w roli gości uczestniczyli pianista Bartek Szopiński i saksofonista Krzysztof Borowiec. Obaj panowie, a zwłaszcza Bartek, który miał najwięcej do zagrania, wnieśli bardzo dużo dobrego do zespołu.

Muzyka muzyką, ale warto wspomnieć o wydaniu albumu - bardzo udana grafika na okładce, książeczka z tekstami i profesjonalnie zrobionymi zdjęciami no i sam krążek z nadrukiem przypominającym winylowy singiel. Brawo za to, że się im chciało w tak trudnych czasach zadbać również i o takie drobiazgi (wiadomo koszty, koszty i jeszcze raz pieniądze).

Zupełnie innym zagadnieniem są koncerty Szulerów, bo dopiero wówczas pokazują na co ich stać. Przy okazji warto wspomnieć, że jest to jeden z nielicznych rodzimych wykonawców bluesowych, który traktuje swój występ w sposób wyjątkowy. Nie pojawiają się na scenie ot tak, prosto z drogi w spranych t-shirtach i rozdeptanych trampkach. Stylowy, nawiązujący do granej przez nich muzyki ubiór to niby drobiazg, ale ja jako widz lubię poczuć, że również dla wykonawcy jest to ważne spotkanie, a nie tylko odbębnienie obowiązku przed udaniem się do kasy po honorarium. Generalnie rzecz ujmując mam wrażenie, że Szulerzy to profesjonalny i dobrze poukładany zespół i to pod każdym względem.

Zawsze uważałem, że jedynym polskim gitarzystą najlepiej potrafiącym zagrać gitarowe boogie w stylu mistrza Johna Lee Hookera jest Adam Kulisz, ale po koncercie Szulerów musiałem to swoje zdanie zweryfikować. Marcin Szulkowski robi to równie wyśmienicie. Na płycie akurat nie da się tego zauważyć, bo solówek jest stosunkowo mało (niestety) ale zapraszam na koncerty formacji w celu weryfikacji mojego zdania.

"Blues’n’roll" to solidna porcja stylowo zagranego bluesa, która przy każdym odsłuchu wprawia mnie w dobry nastrój. Czego i Państwu życzę!

Robert Trusiak