Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tap: John Zorn's Book Of Angels, Vol. 20

Tap: John Zorn's Book Of Angels, Vol. 20 - Pat Metheny

Tap: John Zorn's Book Of Angels, Vol. 20

Wykonawca:

Pat Metheny

Gatunek:

Jazz

8 /10

W latach osiemdziesiątych John Zorn, awangardowo-jazzowy kompozytor i multiinstrumentalista (ze szczególnym naciskiem na saksofon), napisał prawie trzysta utworów klimatem sięgających do tradycyjnej muzyki żydowskiej.

Obecnie kompozycje wydawane są na krążkach pod wspólną nazwą "Book Of Angels", z czego każdy nagrywa inny artysta.

Wśród nich między innymi Marc Ribot, Erik Friedlander czy Cyro Baptista, a i w tej ferajnie nie zabrakło Polaków, bowiem za "Balan: Book of Angels Volume 5" odpowiedzialna jest krakowska formacja The Cracow Klezmer Band (obecnie znana pod nazwą Bester Quartet). Część dwudziesta, "Tap: John Zorn's Book Of Angels", przypadła w udziale niezmordowanemu Patowi Metheny'emu, który zamykał się co jakiś czas w prywatnym studiu (głównie podczas przerw między trasami) by popracować nad materiałem Zorna. Pat zagrał sam na niezliczonej ilości instrumentów (w tym oczywiście różnej maści gitarach, pianinie, skrzydłówce, bandoneonie oraz innych mniej lub bardziej rozpoznawalnych), całość zaaranżował i dodatkowo wyprodukował. Pomagał mu jedynie perkusista Antonio Sanchez znany z występów w grupach Metheny'ego (ostatnio na "Unity Band").

"Tap" jest zdecydowanie jedną z cięższych percepcyjnie płyt w dorobku amerykańskiego wirtuoza. Sięga tu artysta po free jazz, jazz rock (trochę w stylu Mahavishnu Orchestra), ale i rock awangardowy oraz muzykę eksperymentalną, chociaż zdarzają się również rzeczy prostsze (ot typowo jazzowy, przyjemnie bujający "Albim"). Album rozpoczyna "Mastema", kompozycja kłaniająca się w stronę fusion, przypominająca momentami King Crimson z czasów drugiego wcielenia. Najmocniej żydowską melodyką i metrum tętni żywe "Tharsis", kolejne "Seriel" zaś to najbardziej rockowa kompozycja z "Tap", serwuje po raz kolejny żydowski klimat w rytmicznej gitarze, następnie do głosu dochodzą mocne solówki na przesterze i względnie prosta perkusja - motyw rozwija się monotonnie by na koniec przyspieszyć z iście rockową werwą. "Phanuel" totalnie zmienia klimat, jest bowiem powolnie, niezwykle atmosferycznie i przestrzennie. Kończący album "Hurmiz" to już pokaz awangardowo-eksperymentalnego muzycznego galimatiasu, gdzie jakby w niezgrabnym tańcu wojują ze sobą bębny i pianino. Ze świecą szukać melodii w tym chaosie, choć puls czuć ewidentnie.

Wielbicieli talentu Metheny'ego i elitarnego grona miłośników free jazzu oraz sceny downtown nie trzeba nawet do "Tap" przekonywać. Masa tu wspaniałych, skrajnie wirtuozerskich popisów na wielu instrumentach, sporo muzycznych eksperymentów i rozwiązań awangardowych. Fakt, jest to zbiór ciężkich w odbiorze kompozycji, ale nie z myślą o niedzielnych słuchaczach album powstał. Może rzeczywiście fragmentami razi, że jest to granie w stylu "sztuki dla sztuki", ale w gruncie rzeczy to płyta kunsztowna.

Grzegorz Bryk