Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Post Mortem Nihil Est

Post Mortem Nihil Est - Dagoba

Post Mortem Nihil Est

Wykonawca:

Dagoba

6 /10

Francuska Dagoba ponownie rozczarowuje. Szkoda, bo ostatni dobry, a raczej genialny, album tej formacji to "Face The Collosus" z 2006 roku. Setki koncertów i 7 lat później, ten zespół powinien dalej mieć pomysł na siebie, zamiast eksploatować to, z czego zasłynęli.

Nowy studyjny album Francuzów to przemielenie wszystkiego co znane i lubiane w tej formacji, z tą jednak różnicą, że nad całością producencką pieczę sprawował Logan Mader, znany fanom thrash metalu choćby ze współpracy z Machine Head. Cóż, jego producenckie oko i ucho niespecjalnie pomogło wtórnym i przewidywalnym kompozycjom zawartym na "Post Mortem Nihil Est", i z przykrością stwierdzam, że kapela kompletnie zeżarła swój własny ogon.

Trochę to przykre, zwłaszcza, że instrumentaliści z tych panów są co najmniej zacni, pomysłów nigdy im nie brakowało (cała elektronika!), a i groove, który stał się znakiem rozpoznawczym Dagoba zawsze "bujał". A tu proszę, niespodzianka, nic nie "żre" tak jak powinno i nie zachwycam się ani grą jednego z moich ulubieńców, zasiadającego za bębnami Franky’ego Costanzy, ani wokalami Shawtera, który - czego mu nie odmówię - czaruje śpiewem, ale rozczarowuje schematycznością. Nie chcę się powtarzać, ale jestem po prostu zawiedziony, zresztą regularnie od chwili, kiedy nie pojawili się na festiwalu Brutal Assault. Od tamtej pory nie dość, że zniknęli z mojego radaru, to na dodatek obniżyli formę, a zadatków na "wysoki lot" mamy tutaj kilka, wystarczy tylko wspomnieć "I, Reptile" czy cios w postaci "The Day After The Apocalypse" (brawa za black metal!).

Oby następnym razem było lepiej, może nie aż tak brutalnie, a melodyjniej i z ciekawszymi pomysłami, bo póki co "Post Mortem Nihil Est" jest albumem mającym genialne przebłyski, zamiast przynajmniej kilku fenomenalnych kompozycji ratujących całe oblicze krążka.

Grzegorz "Chain" Pindor