Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / I Love You

I Love You - The Neighbourhood

I Love You

Wykonawca:

The Neighbourhood

Gatunek:

Indie pop

5 /10

Dawno nie słyszałem tak świeżego albumu, który jednocześnie jest tak nudny.

The Neighbourhood - młoda kapela z Kalifornii - chciała na swojej debiutanckiej płycie "I Love You" wpisać się w coraz modniejszy nurt indie popu śmiało czerpiącego z alternatywnego rocka. Takie zespoły, jak Alt-J, Everything Everything czy Imagine Dragons zdążyły sobie zaskarbić serca całkiem pokaźnego grona słuchaczy, czemu zresztą ja osobiście się nie dziwię. Ba, sam należę do zauroczonych! Takie piosenki prowadzone są przebojową, ale ambitną melodykę, śmiało korzystają z elektrycznego instrumentarium, ale jednocześnie taplają się w łagodnych, radiowych aranżacjach, nic zresztą nie tracąc ze swojego uroku.

Piątka amerykańskich muzyków, o której tu mówimy, postanowiła pójść drogą wspomnianych poprzedników i - jak napisałem we wstępie - proponuje nam bardzo świeżą płytę, przede wszystkim pod względem brzmieniowym. Te 11 kawałów na w sobie sporo powietrza, wszystkie pasma zostały sensownie zagospodarowane: na środku operuje lekko przesterowany wokal, nieco po bokach słyszymy rozlewające się elektroniczne przestrzenie, domknięte z dwóch stron perkusją i syntetycznymi bitami, a w tle słyszymy gitarowe sprzężenia, jęki, pojedyncze, długo ciągnięte dźwięki. Słowem - "I Love You" to płyta niesamowicie bogata producencko.

Szkoda, że jeśli chodzi o poziom przebojowości The Neighbourhood daleko do ideału. Pierwsze dwa kawałki "How" i "Afraid" nudzą niezbyt porywającymi zwrotkami i beznamiętnymi refrenami. Niewiele lepiej jest w "Everybody's Watching Me", kawałku niebezpiecznie dużo czerpiącym z "Radioactive" wspomnianych Imagine Dragons. "Na szczęście" (nikt nie oskarży autorów "I Love You" o plagiat) partie wokalne są tu tak słabe, że od poziomu hitu dzielą je lata świetlne.

Słucham więc tego krążka po raz zdaje się szósty i nadal nie mogę zapamiętać żadnej piosenki (okej, w głowie troszkę dźwięczy mi "Female Robbery" ze względu na nawiązania do R&B). Każda jedna jest dla mnie jakąś niedorobioną wersją kawałków Alt-J, skoncentrowaną na ciekawej aranżacji, ale zupełnie pomijającej aspekt przebojowości. A ten, domyślam się, jest (powinien być) dla The Neighbourhood niezwykle istotny.

Nieco więc wynudzony piszę kończę tę recenzję konstatacją: Amerykanie mogą być dobrym zespołem, bo warsztat mają nielichy. Teraz pora nauczyć się pisania hitów.

Jurek Gibadło