Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Slayer. Krwawe rządy

Slayer. Krwawe rządy - Joel McIver

Slayer. Krwawe rządy

Wykonawca:

Joel McIver

5 /10

Nazwa Slayera budzi w ostatnich miesiącach szczególne emocje. Głównie ze względu na tragiczną śmierć Jeffa Hannemana i stawiane nawet przez samych fanów pytania o zasadność dalszej kariery zespołu. W tym kontekście premiera w Polsce kolejnej biografii grupy nabiera nowego znaczenia…

Joel McIver ma już w swoim CV autorstwo m.in. biografii Metalliki, Black Sabbath, Deep Purple, Motorhead, Slipknot czy The Queens of the Stone Age. Slayer, jak przyznaje we wstępie książki, jest dla niego zespołem szczególnym. Sam uważa się za fana grupy i napisanie "Krwawych rządów" musiało być dla niego zapewne zarówno wyzwaniem jak i przyjemnością. Szkoda, że przedzierając się przez blisko 450 stron ma się wrażenie wręcz odwrotne - jakby książka została napisana na zamówienie i powstała bynajmniej nie z pasji, a z przymusu. Wypada blado zwłaszcza na tle "Bez litości" Jarka Szubrychta, z którą polscy czytelnicy mogli zapoznać się już kilka lat temu.

Biografia rozpoczyna się od rozeznania korzeni zespołu, a konkretnie dzieciństwa czterech założycieli Slayera. To najbardziej interesująca część książki, choć nie wolna od wad i błędów. Kontrowersję wśród wnikliwych fanów grupy budzi choćby fakt daty pierwszego koncertu, który nie odbył się - jak zgodnie z tradycją powtarza McIver - w Halloween ’82 r., ale półtora miesiąca wcześniej. Mimo tej nieścisłości, autor dosyć wnikliwie snuje opowieść o najwcześniejszych losach Toma Arayi, Jeffa Hannemana, Kerry’ego Kinga i Dave’a Lombardo, a nawet ich rodzin. Dorzuca kilka ciekawostek dotyczących "szkolnych" koncertów Slayera, rozprawia się przy okazji z błędną genezą nazwy oraz wspomina o pierwotnych (dosyć rozbieżnych u poszczególnych muzyków) inspiracjach członków zespołu, których mieszanka dała efekt tak wybuchowy jak niepowtarzalny styl Zabójcy.

Z mniejszą pasją przedstawiona została tutaj scena Bay Area, którą McIver w bardziej intrygujący sposób nakreślił w biografii Metalliki. Mimo wszystko nawet z jego dość chłodnego opisu można dowiedzieć się i zrozumieć, skąd brał się fenomen twórców ówczesnego thrashowego hitu "Aggressive Perfector" i dlaczego to właśnie Slayer po dziś dzień zaliczany jest - wespół z Metalliką, Megadeth i Anthrax - do tzw. Wielkiej Czwórki.  

Dalsza część "Krwawych rządów" została napisana w dość banalny sposób. Rozdziały opowiadające o konkretnych okresach działalności Slayera przeplatają się z tymi dotyczącymi poszczególnych albumów nagrywanych przez grupę. Jak można było zrobić to inaczej? Odsyłam ponownie do "Bez litości" Jarosława Szubrychta, który potrafił urozmaicić swoją książkę choćby fanowskim rozdziałem analizującym fenomen utworu "Angel of Death", czy do "Enter Night" Micka Walla, w której to autor dopowiadał swoje osobiste przeżycia i anegdoty związane z Metalliką. Sam zresztą McIver z dużo większą starannością podszedł do wcześniejszej biografii Larsa Ulricha i spółki opis poszczególnych etapów kariery kapeli przeplatając rozdziałami dotyczącymi mitów, które nazbierały się wokół grupy.

Nie można zarzucić zaś McIverowi braku szczerości w przedstawianiu własnego zdania na temat poczynań formacji. Po lekturze "Sprawiedliwość dla wszystkich. Cała prawda o zespole Metallica" można wywnioskować, że autor jest dosyć konserwatywnym fanem metalu, który po muzykach oczekuje konsekwentnego trzymania się ich stylu z pierwszych (jego zdaniem najlepszych) płyt. I o ile w przypadku Metalliki zdaniu, że osiągnęli oni swoje opus magnum na "Master of Puppets", przyklaskiwała znaczna część wielbicieli Jamesa Hetfielda, w przypadku Slayera ostra krytyka "South of Heaven" i "Season in the Abyss" może wywołać już u wielu zwolenników formacji sporą konsternację. Zdaniem McIvera obie pozycje są dowodem komercjalizacji zespołu, który osiągając swój szczyt na bezkompromisowym "Reign in Blood" powinien nagrywać przez kolejne dekady jego kopie. Dlatego też czytanie recenzji kolejnych albumów, stanowiących następne rozdziały książki, jest nudne i przewidywalne. Dla McIvera dobry Slayer to Slayer szybki i agresywny. Dlatego - powszechnie uważane za nie do końca udane - "Divine Intervention" jest dla niego albumem świetnym, a już eksperymentalne płyty jak "Diabolus in Musica" czy "God Hates Us All" pozycjami tylko przeciętnymi. Powrót do klasycznego grania na "Christ Illusion" ponownie było - zdaniem autora - strzałem w dziesiątkę (poza "potworkiem" w postaci ponownie wolnego "Eyes of the Insane").

Polskich czytelników irytować może także fakt zastosowania w książce większości cytatów, jakimi w swojej biografii Slayera posłużył się już Jarek Szubrycht. Nie posądzam McIvera o plagiat (prawdopodobnie nie mógł przeczytać "Bez litości" ponieważ ta pozycja została wydana tylko w naszym kraju i Niemczech) zauważam jednak, że prawdopodobnie wnikliwie przejrzał choćby bibliografię wydanej wcześniej pozycji o zespole. 

Czy "Krwawe rządy" warto przeczytać? Porównując je z wspominaną ją tutaj biografią pióra Jarosława Szubrychta, książka wypada blado. Ciekawostek dotyczących zespołu jest bowiem niewiele (większość znana co gorliwszym fanom), a McIver pomija wręcz kilka istotnych faktów z biografii kapeli.

Joel McIver - Slayer - Krwawe rządy
Wydawnictwo In Rock, 2013
448 stron
Przekład: Filip Łobodziński

Jacek Walewski