Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Land Of New Hope

The Land Of New Hope - Timo Tolkkis Avalon

The Land Of New Hope

Wykonawca:

Timo Tolkkis Avalon

Gatunek:

Heavy metal

6 /10

Gdybym miał wybrać, który label spokojnie mógłby się rozpaść, a z czego szczerze bym się cieszył, mój wybór móc padłby na Frontiers.

Nie wiem jakim cudem kogokolwiek interesują albumy, które ta oficyna regularnie wydaje. Nie chcę wymieniać konkretnych nazw, ale Frontiers ma swoim katalogu sporo niestrawnego towaru, aż strach się bać, co jeszcze w przyszłości ukaże się pod ich skrzydłami.

Ten wstęp nie do końca pasuje do nowej "opery" Tima Tolkkiego, niegdysiejszego głównego kompozytora Stratovarius, gdyż jest to dość przyzwoite wydawnictwo. Fani hard’n’heavy w mniej lub bardziej epickich odmianach nie mogą narzekać na brak płyt, i szczerze mówiąc, większość z nich zbiera dość pozytywne recenzje i noty - w tym od niżej podpisanego. W przypadku "Avalon", numeru trzy w planowej trylogii, mam dość mieszane uczucia. Wiadomo, że nie porównam tego albumu do Avantasia, ani nie będę na siłę szukać odniesień do heavy metalu z Brazylii, ale nie sądzę, aby ta (kolejna już) "próba" zaistnienia w świecie metalowej opery była na tyle udana, by przekonywać słuchaczy do konceptu lirycznego oraz jakości samych kompozycji.

Oczywiście, samo nazwisko może nasuwać określone skojarzenia - i słusznie - bo przez lata fiński gitarzysta i kompozytor wyrobił sobie własny, unikalny styl, ale w konfrontacji z operą, nie pomaga towarzystwo muzyków Sonata Arctica, Rhapsody of Fire czy Dream Theater. Ich sesyjny udział to raczej chwyt marketingowy, niż odzwierciedlenie wspólnych zainteresowań, zwłaszcza, że Avalon według mnie nie jest materiałem dedykowanym przykładowo fanom p2p2 spod znaku włoskiego power metalu, ani szwedzkiej szkoły tego grania, a o Niemcach, stawiających na sam riff już nie wspominając.

Co więcej, lista zaproszonych gości m.in. Rusell Allen, Michael Kiske (kogoś to dziwi?) czy Sharon Den Adel nie zaostrza apetytu na to "dzieło". Wydaje mi się, że producenci i mózgi firmujące swoim nazwiskiem takie projekty powoli zaczynają odczuwać brak odpowiednich głosów. To dziwne, bo heavy/power nadal ma się - ku niezadowoleniu fanów "brutalnego metalu" - bardzo dobrze, a przecież, żeby wzmocnić przekaz, lub nadać historii odpowiedni ton, można pokusić się o zatrudnienie choćby Stu Blocka z Into Eternity (ex-Iced Earth) czy też gwiazdy melodyjnego (death) metalu Christiana Alvestama, dysponującego odpowiednią barwą i ogromną skalą głosu. Niestety, jak mniemam, dobór takich wokalistów podyktowany jest chęcią wstrzelenia się w gatunkowe ramy i wykorzystania nazwisk, które wcześniej brały udział w podobnych przedsięwzięciach, a to błąd.

Zatem, za co można lubić "The Land of New Hope"? Za odwagę i pomysł Tolkkiego na ciekawy koncept, osadzony w nie tak odległych nam realiach. Jak zwykle można chwalić sola i wszelkie możliwe gitarowe popisy, warto cenić specyficzne melodie oraz czerpać przyjemność z doskonałego brzmienia. I tyle. Aż tyle.

Grzegorz "Chain" Pindor