Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Enjoy The Quiet - Live At Wacken 2012

Enjoy The Quiet - Live At Wacken 2012 - Ministry

Enjoy The Quiet - Live At Wacken 2012

Wykonawca:

Ministry

8 /10

W chwili, gdy 3 sierpnia 2012 roku Ministry rejestrował na Wacken swój koncert z myślą o przyszłym DVD, nikt nie mógł przypuszczać, że wydawnictwo to nabierze dla zespołu i fanów specjalnego znaczenia.

Zaledwie kilka miesięcy później, w grudniu 2012 r., zmarł Mike Scaccia, wieloletni gitarzysta Ministry. Nic zatem dziwnego, że "Enjoy The Quiet - Live At Wacken 2012" (a także zapowiedziany na wrzesień nowy album formacji, na który Scaccia zdążył zarejestrować swe partie), zostały poświęcone jego pamięci. Zdaniem Ala Jourgensena, Scaccia był sercem i duszą zespołu do tego stopnia, że nie będzie już więcej studyjnych płyt z logo Ministry. Pożyjemy, zobaczymy, bowiem podobna deklaracja padła już pięć lat temu po wydaniu "The Last Sucker". Tymczasem, zmarły gitarzysta w towarzystwie frontmana widnieje na okładce najnowszej koncertówki, dobrze prezentującej jego wkład w całą twórczość kapeli.

"Enjoy The Quiet" to zapis dwóch koncertów, zagranych przez Ministry na Wacken w odstępie sześciu lat. Można zarówno obejrzeć je na DVD, jak i posłuchać z dwóch krążków audio. Daniem głównym, bardzo dobrze zrealizowanym przy użyciu niemałej liczby kamer, które brzmi wręcz krystalicznie czysto, jest ubiegłoroczny gig z najsłynniejszego niemieckiego metalowego spędu. Kto widział Ministry na żywo, ten wie, że zespół chętniej stawia na zmasowaną ścianę dźwięku, aniżeli na selektywność instrumentów, ale cóż… podobno nie istnieją koncertówki niepoprawiane w studio. Wcześniejszy występ Amerykanów z 2006 roku znalazł się w sekcji bonusowej DVD i jego jakość, zarówno jeśli chodzi o obraz, jak i dźwięk, jest raczej bootlegowa, co nie znaczy jednak, że nie jest interesująca.

Setlista krótkiego, bo złożonego z ledwie jedenastu kawałków, koncertu z 3 sierpnia 2012 r. nie jest szczególnie zaskakująca, ani pod żadnym względem wyjątkowa. Kapela promowała wówczas album "Relapse", zaprezentowała więc przede wszystkim materiał z tej właśnie płyty, a poza tym mocno ograne kawałki z anty-Bushowej trylogii. Na koniec miłośnicy starszego wcielenia Ministry dostali jeszcze perełki w postaci "N.W.O.", "Just One Fix" z "Psalm 69" i "Thieves" z "The Mind Is a Terrible Thing to Taste". Kompozycje utrzymane są w szybszym tempie oraz w charakterystycznym dla późniejszego okresu działalności zespołu klimacie. Dzięki temu koncert jest jednolity, ale jednocześnie dla słuchaczy mniej obeznanych z twórczością Amerykanów może okazać się nieco nużący. Trochę szkoda, ale o fenomenie tej industrialnej legendy świadczą albumy, regularnie zresztą, poza wcześniej wspomnianymi, pomijane w setliście.

Zespół prezentuje się na scenie bardzo dobrze, nawet statyczny tym razem Al Jourgensen, który często wspierał się na statywie do mikrofonu o charakterystycznej konstrukcji. Tym razem jednak trudno mu się dziwić, w końcu pięć dni przed tym koncertem trudy europejskiej trasy dały o sobie znać i (podobno) odwodniony frontman zasłabł na scenie w Paryżu, po czym odwieziono go do szpitala. Tego rodzaju muzycy, którzy w ciągu swego rock'n'rollowego życia pochłonęli różnego rodzaju substancje w ilościach, jakie wystarczyłyby do wytrucia średnich rozmiarów miasta powiatowego, mają jednak zadziwiającą zdolność regeneracji we właściwych momentach. Ministry, mimo problemów, dokończyło więc trasę i zgodnie z planem zarejestrowało DVD.

Bonusowy gig, który znalazł się na "Enjoy The Quiet", nagrano sześć lat wcześniej, ale wbrew pozorom nie znaczy to, że setlista znacząco różni się od tej późniejszej. Zespół prezentował wówczas niemal wyłącznie materiał z anty-Bushowej trylogii, a ze starszych kompozycji, poza wspomnianymi już "N.W.O.", "Just One Fix" i "Thieves" (zagranymi zresztą w tej samej kolejności), festiwalowicze mieli okazję posłuchać jeszcze "Psalm 69". Ciekawym punktem programu był za to poprzedzający go "Khyber Pass", rozbudowana, najbardziej klimatyczna kompozycja w setliście, która wniosła sporo oddechu, a przy tym pokazała, że Ministry ma na koncie również kawałki nieoparte tylko i wyłącznie na prostym zapieprzaniu przed siebie. Warto zwrócić również uwagę na inny, historyczny już skład kapeli. Prócz Jourgensena, Scaccii i obsługującego klawisze Johna Bechdela, obowiązki drugiego gitarzysty pełnił wówczas Tommy Victor, zaś sekcję rytmiczną tworzyli znany ze Slipknot Joey Jordison oraz basista Paul Vincent Raven, który... zmarł na zawał serca rok później, w październiku 2007 r.

Klątwa? Oby nie, bo choć Ministry najbardziej tłuste muzyczne lata ma już za sobą, wciąż pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych i wpływowych zespołów z nurtu industrialnego rocka. "Enjoy The Quiet - Live At Wacken 2012" ukazuje ledwie wycinek z historii tej kapeli, ale zdecydowanie warto się z nim zapoznać.

Szymon Kubicki