Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Phil Collins. Człowiek orkiestra

Phil Collins. Człowiek orkiestra - Maurycy Nowakowski

Phil Collins. Człowiek orkiestra

Wykonawca:

Maurycy Nowakowski

Gatunek:

Pop rock

7 /10

Chyba żaden z zespołów nie wydał na świat tak wielu kasowych muzyków jak Genesis.

Wspomnieć tylko Petera Gabriela do dziś uznawanego za jednego z największych twórców muzyki popularnej; Mike'a Rutherforda, którego popowa grupa Mike and the Mechanics w latach osiemdziesiątych cieszyła się olbrzymią popularnością czy wreszcie Tony'ego Banksa i Steve Hacketta, muzyków gustujących w bardziej wyrafinowanych gatunkach - chociaż solowa twórczość Hacketta po dziś dzień imponuje rozmachem i pomysłowością.

Na końcu wypada wymienić Phila Collinsa, chociaż to właśnie jego działalność poza Genesis zrobiła największą furorę w świecie muzyki popularnej - na pewno zaś odniosła największy sukces komercyjny. Kwestią czasu było więc pojawienie się na rynku wydawniczym publikacji dotyczącej niskiego, łysawego pana, który wcale o popularność nie zabiegając stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon show-biznesu. Cieszy również fakt, że tego biograficznego przedsięwzięcia podjął się Maurycy Nowakowski - autor nie tylko biografii wspomnianego już Petera Gabriela ("Peter Gabriel. Świat realny, świat sekretny"), ale również powieściopisarz. Owe literackie zapędy czuć w stylu Nowakowskiego, który prowadzi czytelnika przez życie Collinsa w sposób niezwykle obrazowy i angażujący, beletrystyczny wręcz. Autor niczym wprawiony wodzirej nawiguje nas przez życie Człowieka Orkiestry, od czasu pierwszych prób muzycznych, poprzez okres za bębnami Genesis, następnie pierwszych wokalnych prób, aż wreszcie na gruncie twórczości solowej i występów gościnnych. Ta opowieść oczywiście wciąga jak diabli, tym bardziej, że czyta się to przednio - czuć literacki warsztat Nowakowskiego na każdej stronie biografii.

Jak na wprawionego literata przystało autor pewne sprawy akcentuje bardziej, inne zaś traktuje mimochodem. Szkoda tylko, że w tym przypadku Nowakowski (zupełnie inaczej niż w biografii Gabriela) skupia się raczej na prywatnym życiu Collinsa, mniej zaś na samej jego twórczości. Jest to też kwestia tego, czego czytelnik od publikacji oczekuje - na pewno wielu fascynować będą opowieści o miłosnych podbojach perkusisty Genesis, błogich chwilach bogatego życia uczuciowego, które z czasem przeradzają się w wielkie rozczarowania. Opowieści o tym kogo kochał i jak owo uczucie przekształcało się w życiową katastrofę jest tu aż nazbyt, przez co kwintesencja, czyli twórczość artysty schodzi na drugi plan stając się jakby dodatkiem do historii prywatnego życia. Oczywiście, że takie wątki powinny być poruszane, tym bardziej, że Phil Collins jako gwiazda światowego formatu rzadko schodził z pierwszych stron brukowców, a jego uczuciowe potknięcia były pilnie śledzone i komentowane przez prasę, ale Nowakowski chyba aż za bardzo wciągnął się w owe tabloidowe rozgrywki. By jednak nie być źle zrozumianym dodam, że o twórczości Collinsa (również aktorskiej czy pisarskiej) też jest tu wiele, tyle, że jakby na drugim planie, bo i albumy skromnie opisane, niewiele też odniesień do tekstów utworów, sama zaś post-gabrielowa dyskografia Genesis jest mocno przemilczana (Nowakowski ma w swojej szufladzie i biografię grupy Genesis, stąd zapewne te braki).

W żadnym razie "Phil Collins. Człowiek orkiestra" nie jest biografią złą, ba!, bardzo jej do takiego statusu daleko. To kawał rzetelnej roboty, bardzo angażującej (niczym w dobrej powieści czytelnik wciąga się w te miłosne rozgrywki bohatera), a i niosącej ze sobą wiele walorów poznawczych, również od strony artystycznego dorobku Collinsa. Druga sprawa, że publikacja (jak to Anakonda) jest przepięknie wydana: od świetnej okładki (nie tylko wizualnie, ale i w dotyku), poprzez dobry skład i łamanie, porządne szycie a kończąc na drogim papierze. Po prostu wydawnicza perełka.

Ze swojej strony oczywiście biografię Collinsa polecam, bo nie znać dokonań tego pana to jakby zatrzymać się na etapie pieśni plemiennych. Tym bardziej, że niewielu było artystów, którzy odnieśli tak olbrzymi sukces komercyjny. Skoro mowa o tak istotnej personie, to warto poznać koleje jej życia, a Collins w publikacji Nowakowskiego jawi się jako zwykły człowiek targany przyziemnymi sprawami, przy okazji będący mega-gwiazdą światowej sceny muzycznej. Niemniej wiem, że Nowakowski napisał też biografię Steve Hacketta (podobnie zresztą jak i grupy Genesis), a osobiście mam wielką nadzieję, że i ona niedługo ukaże się na rynku wydawniczym, tym bardziej, że o Hackettcie prasa brukowa nigdy raczej nie wspominała, a jego osiągnięcia artystyczne są równie potężne.

Grzegorz Bryk