Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Random Access Memories

Random Access Memories - Daft Punk

Random Access Memories

Wykonawca:

Daft Punk

Gatunek:

Funk

8 /10

Zaskoczę was: nie dla wszystkich nowa płyta Black Sabbath była najważniejszym powrotem tego roku.

Ba, nie jest nim ani świeży krążek Davida Bowiego, ani Queens Of The Stone Age, ani Deep Purple. Numerem jeden na liście come backów dla wielu jest "Random Access Memories" Daft Punk. Przez blogi i serwisy internetowe przetoczyła się cała kawalkada artykułów o ich nowym wydawnictwie i singlu je promującym, "Get Lucky". Jedni zachwycali się lekkością i chwytliwością piosenki, inni uznali są za słodki banał, wszak takich funków w dziejach muzyki mieliśmy już mnóstwo. Jednym słowem pierwszy od ośmiu lat krążek pobudził dziennikarzy i fanów dwóch Francuzów w hełmach do wzmożonych dyskusji, co już jest niebagatelnym sukcesem Daft Punk (niech żyje dobry PR!).

Ale nie ma co się dziwić - tajemniczy DJe przyzwyczaili nas do wysokiego poziomu swoich materiałów, do cudownej lekkości kompozycji i wreszcie do umiejętnego aranżowania kawałków, do nagrywania których zaprosili tym razem znakomitych muzyków sesyjnych i gości. Na "Random Access Memories" zaśpiewali chociażby Panda Bear (Animal Collective), Julian Casablancas (The Strokes) czy Pharrell Williams, a zagrali niezrównany Chilly Gonzales (pianino) czy idealny do funku Nile Rodgers (gitara). Dorzućmy do tego brzmienia orkiestry symfonicznej i chóru ("Beyond") i już zdamy sobie sprawę z jak wielkim przedsięwzięciem mamy do czynienia. To coś więcej, niż elektronika!

Syntetyczne mamy tu tylko brzmienie: Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem-Christo modulują głosy, dorzucają trochę typowych dla siebie elektronicznych zagrywek, ale tylko po to, by zabrzmieć bardziej… oldschoolowo! Przecież takie numery, jak "The Game Of Love" czy "Lose Yourself To Dance" mogłyby śmiało urodzić się w erze popularności soulu spod znaku Jamesa Browna, albo czarnego tanecznego popu od Michaela Jacksona i Quincy'ego Jonesa. A takie "Giorgio by Moroder" (z udziałem tytułowego bohatera)? Toż to hołd dla pierwszych złotych czasów elektroniki (druga połowa lat 70.)! Z kolei "Get Lucky", o którym  tyle pisano, jest moim zdaniem singlem idealnym i trafia w gusta dosłownie wszystkich: ma świetną melodię brawurowo wyśpiewaną przez Pharella Williamsa, zwiewny aranż z cudownie funkującą gitarą Rogersa i taneczny dryg, przy którym tyłki same się kręcą. Pewnie, że to już kiedyś było, ale proszę mi powiedzieć, kiedy ostatnio funk (nie funk rock) bawił cały świat? No właśnie - ja za swojego życia tego nie pamiętam.

"Random Access Memories"
to materiał nad wyraz lekki, czarujący nienarzucającym się, naturalnym bitem, bogatą aranżacją i wysokim poziomem przebojowości. Palce lizać!

Jurek Gibadło