Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / In A Perfect World

In A Perfect World - Kodaline

In A Perfect World

Wykonawca:

Kodaline

Gatunek:

Indie rock

6 /10

Jest ich czterech i pochodzą z Dublina. Jeszcze dwa lata temu występowali pod nazwą 21 Demands - bez większych sukcesów.

Jako Kodaline wydali trzy epki, długogrający album, wystąpili na wielu renomowanych festiwalach i zgarnęli szereg mniej lub bardziej ważnych nagród z tytułem "Brand New Bands for 2013" przyznanych przez MTV oraz "Sound Of 2013" od BBC na czele.

Właśnie z debiutanckim "In A Perfect World" ruszyli panowie z Kodaline na podbój muzycznego świata, no i właściwie nie ma co narzekać, bo przyjemnej muzyki jest tu łącznie czterdzieści cztery minuty, czyli cały krążek. Każdy utwór mocno wakacyjny, utrzymany w klimatach alternatywnego rocka, bardzo jednak upopowionego, przez co podchodzi jeszcze lepiej, tym bardziej, że miło kołyszących melodii tu multum, aż do zapychu. W tym przypadku to żadna krytyka, wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę, że obcujemy z klimatami lekkimi i rześkimi jak poranna morska bryza czy wakacyjne popołudnie. Potrafiącymi jednak zaangażować, bo melodie na "In A Perfect World" chwytają za serducho - głównie za sprawą płaczliwego, wysokiego wokalu Stephena Garrigana, który w tym przypadku nie razi jakoś specjalnie nadmierną egzaltacją, tym bardziej, że facet ma łeb do interesujących melodii.

Kodaline sięga po wiele ogranych patentów, ale czepiać się nie warto. Pobrzdękuje tu U2, Coldplay, słychać wpływy Travis, Damiana Rice'a i Suede (tylko pogodniejszego), a nawet i kompozycji a la Bruce Springsteen da się dosłyszeć (instrumentalnie oczywiście, bo wokalnie Garrigana od Springsteena oddziela nieprzekraczalna granica chrypy, której wokalista Kodaline nie ma). Utwory to w większości typowe akordówki połączone z przyjemnymi wokalami, ale często urozmaicane przez fortepian, fragmenty akustyczne i żywe rajdy perkusji w stylu "Resistance" Muse - nawet solówka na harmonijce się gdzieś tam znalazła. Wśród wokalnych wyciskaczy łez prym wiodą "Hight Hopes" i "Pray", cała reszta zaś trzyma rozrywkowy charakter za sprawą angażującego śpiewu, oraz sprawdzonego patentu z chórkami i powielonymi wokalami nadającymi kompozycjom witalności i lekkości, również nutki zdrowego patosu.

Niemniej rewelacji nie ma, ale osobiście ten album kupuję i pochwalam, bo to kawał świetnej, niezobowiązującej muzyki wprost na wakacje z całą masą potencjalnych hitów, które w skuteczny sposób wzbogacą słoneczne dni nieprzeciętnie ładnymi, z miejsca wpadającymi w ucho melodiami, nie zalatującymi przy tym radiowym prostactwem, chociaż w radiu na pewno nie raz zabrzmią. Krótko mówiąc: "In A Perfect World" to świetna sezonówka - na urlop jak znalazł. W dłuższej zaś perspektywie... trzeba poczekać na drugi album.

Grzegorz Bryk