Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Tour de Force

Tour de Force - The Poodles

Tour de Force

Wykonawca:

The Poodles

Gatunek:

Hard rock

6 /10

Piąty studyjny album pudli ze Sztokholmu zatytułowany "Tour de Force" szybko wdrapał się na czołowe miejsca na szwedzkiej liście przebojów Sverigetopplistan... i właściwe tylko tam. Wszak sukcesy The Poodles to przede wszystkim sukcesy lokalne.

Oto bowiem Szwecja, tak bogata w metalowe tradycje, ma również swoją niszę dla zespołów eksplorujących łagodniejszą stroną metalu. Ważne miejsce w tej niszy zajmuje kwartet The Poodles. Niegdysiejsze gwiazdy szwedzkich kwalifikacji do Eurowizji z konsekwencją i zarazem właściwym sobie luzem utrzymują się gdzieś pomiędzy hard rockiem, glamem a heavy metalem. Taki w dużej części jest "Tour de Force", krążek pełen melodii, słodziutkich gitarowych zagrywek i ckliwych wokali. Co bardziej wrażliwi adepci metalu w wersji light odnajdą swoje odbicie na przykład w rzewnej balladzie "Leaving The Past To Pass" albo przesadnie podniosłych metalowych hymnach w stylu "40 Days And 40 Nights" oraz "Godspeed".

Generalnie na tym albumie łatwo wyczuć myśl kompozycyjną Szwedów. Wiele utworów zostało napisanych w prostej, opartej w schemacie zwrotka - refren konstrukcji. Zespół nie zainwestował w tej materii w szczególne urozmaicenia. Podaje słuchaczowi muzykę chwytliwą i niewymagającą wielkich refleksji. Wydaje mi się, ze przy nowym krążku The Poodles, tak jak zresztą przy poprzednich, można się przede wszystkim pobawić, a korzystając też z okazji sięgnąć do tej strony metalu, która w ostatnich latach straciła na popularności.

Jednak "Tour de Force" to nie tylko metalowe łagodności. Trio instrumentalne w składzie Pontus Egberg (bas), Henrik Bergqvist (gitara) i Christian Lundqvist (perkusja) kilkukrotnie popracowało nad dosadnymi zagrywkami. Już na starcie, w "Misery Loves Company", słychać fajny heavy metalowy klimat zbudowany z kilku szybkich riffów i kotłujących się w tle solówek. Utwór wytraca trochę tego klimatu przy pudlowych refrenach, podobnie jest zresztą w "Shut Up!", "King & Fools" oraz świetnie zapowiadających się "Now Is The Time" i "Only Just Begun". Szczególnie te dwa ostatnie kawałki, ich tajemnicze i wciągające wstępy gitarowo-perkusyjne, świadczą o nieprzeciętnym rzemiośle muzyków. Szkoda, że The Poodles, niczym opiłki żelaza do magnesu, tak bardzo podążają w kierunku glam metalowych uniesień. Słychać tu bowiem wyraźny talent osadzony w najlepszych heavy metalowych standardach.

Podobne tendencje można odnotować w utworach o hard rockowym ciężarze gatunkowym, takich jak "Happily Ever After" oraz "Viva Democracy". Interesujące, że wokale Jakoba Samuela w swej elastyczności dostosowują się do każdego nurtu, z którego w konkretnych fragmentach kompozycji czerpią instrumentaliści The Poodles. Wokalista bardzo korzystnie prezentuje się przede wszystkim w utworach szybkich, naładowanych przynajmniej symptomami ciężaru, gorzej daje sobie radę w tych najbardziej przesłodzonych fragmentach "Tour de Force", w których blisko mu do maniery Joacima Cansa czy Andiego Derisa ze "złotego okresu" ich twórczości.

Reasumując, nie sądzę, aby "Tour de Force" umożliwił The Poodles opuszczenie szwedzkiej niszy. Zespół tym krążkiem z pewnością znajdzie zwolenników pośród entuzjastów tego, co w metalu najmniej metalowe, może wygeneruje też zainteresowanie fanów melodyjnego hard rocka? Warto jednak przyglądać się twórczości The Poodles, bo na "Tour de Force" znalazło się też kilka naprawdę niezłych zagrywek, które pozwalają mieć nadzieję, że Szwedzi nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Konrad Sebastian Morawski