Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Colored Sands

Colored Sands - Gorguts

Colored Sands

Wykonawca:

Gorguts

9 /10

12 lat przerwy między pełnymi albumami. To dużo? Gorguts udowadnia, że nie wystarczająco dużo, by piętno czasu odcisnęło ślad na jakości i finezji jego twórczości.

Śmiało można powiedzieć, że 3/4 nowego składu daje podstawy do nazwania Gorguts supergrupą. Jedynie wokal i gitara w wykonaniu Luc’a Lemaya to pozostałość po pierwotnym line-upie formacji, co nie oznacza, że Gorguts to już nie Gorguts, ba może to nawet coś więcej. Zanim przejdę do konkretów muszę wspomnieć o koniach mechanicznych silnika napędowego "Colored Sands". Po tak długiej przerwie i fundamentalnej rewolucji w składzie, niczego nie można było zostawić przypadkowi, a wstąpienie w szeregi zespołu na pewno dla nowych muzyków stanowiło ogromne wyróżnienie. Od 2009 roku, czyli momentu reaktywacji kapeli, za bas odpowiada Colin Marston, znany z ultra-technicznego gawędzenia w szeregach Behold the Arctopus i Dysrhythmia. Z tej drugiej formacji pochodzi gitarzysta Kevin Hufnagel. Za perkusyjnymi sterami zasiadł John Longstreth, wieloletni członek szaleńców z Origin.

Na "Colored Sands" znalazło się pełno smaczków i szczegółów, a muzyka, choć rewolucyjna i odświeżona, przywołuje nieco sentymentów. Przywitani "Le Toit du Monde" z ulgą na sercu brniemy w kolejne minuty materiału nowego/starego Gorguts. Dobrym przykładem na nawiązania do zamierzchłych czasów może być "The Battle Of Chamdo", przywołujący na myśl "The Quest for Equilibrium" z poprzedniego albumu "From Wisdom To Hate". Instrumentalny majstersztyk stanowi idealną kontynuację i na tyle odzwierciedla dawną aurę zespołu, że spokojnie mógłby ukazać się na poprzednich wydawnictwach. Z resztą, śmiało można to samo stwierdzić o pozostałych, idealnie dopracowanych kawałkach.

Słyszalną na pierwszy rzut ucha różnicą wydaje się odarcie albumu z przebojowości. Być może wynika to z mojego jeszcze niedostatecznego przyzwyczajenia się do "Colored Sands", albo też w głowie za bardzo huczy mi "Obscura" i "From Wisdom To Hate", z numerami, których motywy przewodnie można nucić bez końca. Oczywiście, wszelkie wątpliwości w tej kwestii rozmywa najwcześniej zaprezentowany fanom "Forgotten Arrows", czyli wizytówka wszystkich pozytywnych cech zespołu, potężny twór godny Gorguts, z wybujałą melodyką rozbieżnych względem siebie dźwięków, wspartą nawałnicą blastów, przechodzący następnie w stan melancholii. Później akcja płyty nabiera niespodziewanego zwrotu, dając nam jasno do zrozumienia, że mamy do czynienia właśnie z Gorguts. Na przykład tytułowy "Colored Sands" to prawdziwe monstrum wabiące słuchacza w otchłań pogrążonych w letargu dźwięków, dewastujące psychikę nieprzewidywalnymi wariacjami.

"Colored Sands" wspaniale wieńczy drugie wcielenie Gorguts, objawione w 1998 roku, tworząc potężny tryptyk i dziedzictwo dla przyszłych pokoleń. Takie zespoły, jak Deathspell Omega, Ulcerate, nawet hardocre’owa Gaza, czerpały inspirację z muzyki Gorguts. Chodzi tu nie tylko o specyficzny styl, ale  przede wszystkim o ucieczkę od stagnacji, od zatopienia się w sztampowym i przerysowanym graniu. Gorguts przyjął to rozwiązanie za wytyczną swojej twórczości, jednocześnie wyznaczając awangardowe podejście do death metalowej profesji. Nowi muzycy u boku Lemay’a odwalili olbrzymi kawał dobrej roboty, dowodząc, że legendy łatwo nie umierają. Gorguts stanął przed dużym wyzwaniem, jednak podołał mu wzorowo.

Adam Piętak