Kup Magazyn Gitarzysta

Forward - The Brand New Heavies

Forward

Wykonawca:

The Brand New Heavies

Gatunek:

Funk

9 /10

Ten rok wydaje się dobry dla fanów old-schoolowego disco. Nie tylko bowiem legendarny Daft Punk powrócił, by podbić ponownie listy przebojów swoją muzyką, ale i The Brand New Heavies postanowili podzielić się swoimi najnowszymi nagraniami. Po sześciu latach przerwy ukazała się płyta zatytułowana "Forward".

Choć nazwę swą zawdzięczają hasłu Jamesa Browna, to jednak The Brand New Heavies podążają trochę inną drogą, niż nieżyjący już, czarnoskóry mistrz funku. Owszem, funk również można znaleźć w tej muzyce, ale mieszają się w niej także inne taneczne rytmy lat '70 i '80, w tym disco, ale i soul, acid-jazz, pop i muzyka elektroniczna. W ciągu prawie trzydziestu lat istnienia The Brand New Heavies zdołali wypracować sobie autentyczne brzmienie, które od razu przywołuje echa mistrzów gatunku, nie skłaniając na szczęście do porównań.

Najnowsza płyta zespołu to nieco ponad godzina delektowania się mieszanką wyżej wymienionych gatunków w mistrzowskim wydaniu. Począwszy od wokali (zarówno męskiego, jak i żeńskiego), przez wspaniałą grę solową i rytmiczną, kompozycje, aranż aż po brzmienie, mamy tutaj do czynienia z absolutnie najwyższą półką. Wśród kompozycji nie znajdziemy co prawda przebojów, które odcisną swoje piętno w muzyce, ale z pewnością słucha się ich wyśmienicie. Szczególnie, że nic tu nie jest przesadzone. Gra instrumentalna idealnie komponuje się z elektronicznymi dodatkami, tworząc barwną symbiozę. Brzmienie wzbogacają wspaniałe partie instrumentów dętych. Elementy disco są podane ze smakiem, ani na moment nie zahaczając o kicz.

"Forward" mógłby pojawić na każdym etapie rozwoju muzyki i zawsze byłby to album "na czasie". Dzisiaj nie brakuje entuzjastów starych brzmień, a wydaje się, jakby muzyka dyskotekowa (w najlepszym tego słowa znaczeniu) rzadko powracała do łask. A może mi się tylko zdaje? Nie zmienia to faktu, że The Brand New Heavies wyciągnęli wszystko, co najlepsze z dyskotek lat '70 i '80, umieszczając to na jednym i, oby tylko nie ostatnim, albumie.

Kuba Chmiel