Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hail To The King

Hail To The King - Avenged Sevenfold

Hail To The King

Wykonawca:

Avenged Sevenfold

Gatunek:

Metal

4 /10

"Hail To The King" owszem, powinno zająć pierwsze miejsce, ale na liście najbardziej przereklamowanych płyt XXI wieku.

Aby zrozumieć, dlaczego mamy do czynienia z albumem nieudanym, wyobraźmy sobie paczkę herbaty. Pudełko owo zawiera susz, faktycznie, wysokiego gatunku, tyle że zostało otwarte jakieś 20 lat temu, przez co jego aromat już dawno wywietrzał. Mało tego! Z tych liści już ktoś kiedyś parzył herbatę, przeto gdy zalejemy je ponownie, otrzymamy wywar po prostu słabszy od pierwotnego…

Avenged Sevenfold dostało grubą kasę od swojego wydawcy i jedno zadanie: wylądować na pierwszym miejscu "Billboardu", przy okazji sprzedając miliony płyt. Nie ma co ukrywać - to cholernie trudne, szczególnie dziś, w niegitarowych czasach. Ekipa M. Shadowsa faktycznie, miała potencjał, by udźwignąć to zadanie, ma bowiem na koncie kilka udanych krążków, jest rozpoznawalna, a w jej składzie znajduje się paru wysokiej jakości muzyków, ze śpiewającym liderem na czele. Niestety, zamiast zaproponować coś nowego, zaskoczyć świeżym pomysłem na metal, który sprawi, że przejdą do historii, poszli po linii najmniejszego oporu: wzięli się za sprawdzone patenty, licząc na to, że publika da się nabrać. Gdy patrzę na listy przebojów stwierdzam, że faktycznie dała…

"Hail To The King" to już nie jest tylko i wyłącznie twórcze nawiązanie do klasyki. Miejscami to po prostu bezczelna kopia znanych od lat zagrywek. Jeżeli Metallica nie wytoczy Avenged Sevenfold procesu za "This Means War" (zwrotka to po prostu kopiuj-wklej z "Sad But True"), będę zdziwiony. Black Sabbath pewnie odpuści już sobie ten deszcz i grzmoty rozpoczynające "Shepherd Of Fire", Guns N'Roses pewnie da sobie spokój z "Doing Time", ale niesmak pozostanie. Muzycy grupy tłumaczą, że chcą w ten sposób pokazać młodszemu pokoleniu muzykę, która ich fascynowała. Toż nie można było nagrać albumu z coverami? Albo wrzucić na facebookowego walla linki z YouTube?

Ale pal licho kopiowanie, główny problem tej płyty to po prostu słabość piosenek. Nie ma tu kawałków, które jednoznacznie kandydowałyby do miana metalowego hymnu, nie ma riffów, który wgniatałyby nas w ziemię i powodowały, że młodzi adepci sztuki grania na gitarze będą chcieli je katować godzinami. Nie ma przebojowych refrenów, które za dziesięć lat powtórzą nawet nasze matki. Ba, nie ma nawet ballad, które doczekają się dziesiątek coverów. Wszystkie wspomniane wyżej kapele sypały (i nadal sypią) takimi z rękawa. Jestem przekonany, że za jakiś czas każdy z was będzie pamiętał melodię i riff "God Is Dead?" Sabbathów, natomiast tytułowe "Hail To The King" A7X odczepi się od was po paru dniach.

Ale żeby tylko nie jęczeć, powiedzmy sobie o pozytywach. Pierwszy z nich to produkcja - Mike Elizondo to fachowiec z najwyższej półki, o czym przekonaliśmy się już niejednokrotnie (patrz: "The Hunter" Mastodon). Amerykanin potwierdza to i tym razem: "Hail To The King" brzmi nowocześnie, mocno, soczyście i klarownie, ale przy tym nawiązuje do klasyki heavy metalu. Druga kwestia to wokal M. Shadowsa - pomijam mało ciekawe melodie, które sobie ułożył, chodzi mi raczej o ich wykonanie. Gardłowy popisuje się tu pełną paletą barw, świetnie radzi sobie z dołami, tak jak i z górnymi partiami, a przy tym jego głos brzmi oryginalnie i zadziornie. Niezłe są tu także solówki Synystera Gatesa: facet potrafi zachwycić szybkim przebieraniem palcami, jak i sekwencjami bardziej melodyjnymi. Moje ulubione sola gitarowe to te z "Shepherd of Fire", "Requiem" i z "Coming Home". Skądinąd ten ostatni kawałek to moim zdaniem najmocniejsza pozycja na płycie.

Avenged Sevenfold dają nam ważną lekcję na "Hail To The King". Dzięki tej płycie jeszcze raz możemy sobie przypomnieć, że miejsca w historii muzyki nie można sobie kupić. Owszem, możesz wepchać się na okładki pism, możesz nawet na chwilę wejść na szczyt notowań sprzedaży, przy okazji omamiając tysiące fanów, którzy ślepo zareagowali na nachalną promocję materiału. Ale by znaleźć się w panteonie trzeba pisać dobre, oryginalne utwory. Te jeszcze przed A7X.

Jurek Gibadło