Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Wild Card

Wild Card - ReVamp

Wild Card

Wykonawca:

ReVamp

Gatunek:

Heavy metal

7 /10

Floor Jansen w ostatnim czasie romansuje z Nightwish, ale nie przeszkadza to Holenderce w tworzeniu muzyki dla ReVamp. Zespołu, który powstał na gruzach After Forever, będącego przecież odskocznią Jansen do świata wielkiej muzyki.

Oprócz charakternej wokalistki, pod debiutem ReVamp z 2010 r. podpisał się też inny muzyk znany z After Forever, klawiszowiec Joost van den Broek. Jednak jego rola na "Wild Card" została ograniczona do produkcji i miksu materiału. Nie uświadczymy też pozostałych twórców pierwszego albumu ReVamp. Od tego czasu skład zespołu został zupełnie przemeblowany, oczywiście poza Jansen. To ona skompletowała aktualny skład formacji, który utworzyli Matthias Landes, Arjan Rijnen, Jord Otto, Ruben Wijga oraz Henk Vonk. To przedstawiciele holenderskiej sceny metalowej, których na "Wild Card" dodatkowo wsparli Johan van Stratum, Daniel de Jongh i Mark Jansen. Ściśle holenderską konwencję krążka wyłamali Devin Townsend (wokale w utworze "Neurasthenia") oraz Marcela Bovio (chórki wraz z Jansen i de Jonghem). Mimo obecności wszechstronnego Kanadyjczyka skład albumu nie powala. Dość wspomnieć, że nad debiutem ReVamp pracował m.in. Waldemar Sorychta, a partie wokalne dołożyli Russell Allen i Bjorn Strid.

Rotacje w składzie zespołu nie przełożyły się znacząco na jego muzykę. Wprawdzie ze względu na brak takich gigantów metalu jak Sorychta drugi krążek ReVamp stracił siłę przyciągania, ale to w zasadzie kontynuacja pomysłów zasygnalizowanych na debiucie - metal okryty symfonią i gotykiem. Bez specjalnego kombinowania w poszczególnych kompozycjach, ale przy wykorzystaniu dużej liczby zagrywek gitarowych i perkusyjnych, a także przy pełnej ekspozycji wokali Jansen. Pomimo, że na "Wild Card" nie brakuje melodii, w tym - fragmentami - naprawdę ładnych klawiszy ("Precibus", "Distorted Lullabies" i "I Can Become"), to odniosłem wrażenie, że metalowe pazury szczególnie dobrze naostrzyli gitarzyści Rijnen i Otto. Album brzmi zadziornie. Na kanwie instrumentalnej rządzą w nim gitary, dobrze współpracuje perkusja Landesa. Szeroko promowaną konwencję metalowej symfonii niejednokrotnie wyparły zagrywki wyjęte żywcem ze standardów heavy metalu. Chodzi głównie o riffy, bo solówkom nie pozostawiono zbyt wiele miejsca.

Tymczasem wszechobecne są wokale Jansen. To jej album. Partie śpiewu Holenderki zostały dobrze zilustrowane na okładce krążka. W sumie dużo tu szaleństwa, co najmniej dwie różne twarze i nieokrzesane emocje. Pani Jansen sięgnęła zarówno do partii, które w metalu bywają nazywane operowymi, choć pewnie do prawdziwej opery wiele im brakuje, ale też wielokrotnie "zaryczała" w krwiście heavy metalowym stylu. To nie jest wokalistka, która mogłaby nagrywać pop. Przynajmniej nie na etapie kariery, w którym na nadruku krążka pokazuje środkowy palec swoim słuchaczom. W każdym razie na tle ostrego instrumentarium Jansen wypada korzystnie. Jest też w niej coś dziewczęcego, właściwego Anneke van Giersbergen, jest też dzikość, która na myśl przywołuje mi skojarzenia z Angelą Gossow. Podobieństwa do Tarji Turunen, nawet do Anette Olzon, sobie odpuszczę, bo nie chciałbym znęcać się nad holenderską wokalistką. W każdym razie każde wymienione nazwisko to symbol. Tożsamość wokalna i niepodrabialny styl. Czy na "Wild Card" Jansen można przypisać te cechy? Dalece wątpię. To dopiero kandydatka na wokalistkę godną zapamiętania przez potomnych.

To nie oznacza, że drugie dzieło ReVamp należy spisać na straty. Pomijając indywidualne popisy muzyków, krążek oferuje kilka naprawdę niezłych utworów. Prym w tej materii wiedzie "The Anatomy of a Nervous Breakdown", który został rozpisany na trzy części: "On The Sideline", "Limbic System" i "Neurasthenia". To ewidentnie próbka kunsztu i zmysłu kompozycyjnego holenderskich muzyków. Dobrze też sprawdzają się kawałki nacechowane niezłymi heavy metalowymi zagrywkami ("Wild Card", "Amendatory" i "Misery’s No Crime"), trochę gorzej numery o dużym natężeniu melodii, będące zaledwie miniaturową formą nagrań najlepszych przedstawicieli metalu symfonicznego. W rezultacie "Wild Card" w gatunku, w którym jest promowany może uchodzić co najwyżej za przeciętny album, ale na obrzeżach indywidualnej twórczości muzyków wychodzi z tego całkiem solidny materiał.

Trzymam kciuki za Jansen. Chciałbym aby trafiła do regularnego składu Nightwish. Marzę aby usłyszeć jej wokale w kompozycjach Tuomasa Holopainena. To będzie prawdziwa weryfikacja jej możliwości, bowiem w barwach ReVamp tkwi gdzieś pomiędzy solidnością a niedoścignionymi inspiracjami…

Konrad Sebastian Morawski