Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Through The Never

Through The Never - Metallica

Through The Never

Wykonawca:

Metallica

7 /10

Metallica zdaje się w ostatnich latach budować swoją karierę wedle podobnego schematu jak niegdyś The Beatles i Led Zeppelin. Po założeniu własnej wytwórni i organizacji festiwalu przyszedł czas na film. Do tego nakręcony w technologii 3D.

Przedmiotem recenzji nie będzie jednak wspomniany film (a właściwie wydłużony do granic znudzenia teledysk), a jego ścieżka dźwiękowa będąca zapisem zlepionych ze sobą w dość naturalny sposób fragmentów pięciu koncertów, jakie Metallica dała w ubiegłym roku w Vancouver i Edmonton. Scena, na której wystąpił zespół, miała być w założeniach odpowiedzią grupy na spektakl "The Wall" Pink Floyd. Fani zobaczyli na niej kuriozalnie wielkie elementy z większości opraw graficznych płyt Larsa Ulricha i spółki (gigantyczny posąg Temidy z "And Justice For All", krzesło elektryczne z "Ride The Ligthning", groby z "Master of Puppets", trumnę z "Death Magnetic" oraz… muszlę klozetową z pierwotnej okładki "Kill’Em All"). Z wielkim utęsknieniem czekam więc na DVD z zapisem koncertów, a recenzowany album jest jednak dodatkową zachętą.  

Napiszę bez ogródek. "Through The Never" udowadnia jedno - Metallica nadal pozostaje jedną z najsprawniejszych maszyn do grania koncertów na świecie. Mimo słabnącego z wiekiem wokalu Jamesa Hetfielda, kompromitujących wpadek rytmicznych Larsa Ulricha (w pewnym momencie w "Master of Puppets" gubi się wręcz cały zespół), mało która grupa rockowa i metalowa potrafi zagrać dziś tak monumentalne show jak Oni. By być uczciwym, dodam - to na równi zasługa muzyków, jak i ich wiernych fanów, których chóralne wspomaganie Hetfielda sprawia, że dreszcze po ciele w czasie odsłuchu gigu są gwarantowane.

Całość brzmi bardzo selektywnie. Na tyle, by podejrzewać, że przed wydaniem płyty/filmu skorzystano z poprawek studyjnych (będących dziś jednak pewnym standardem jeśli chodzi o tego typu wydawnictwa). Zaskakuje niezła kondycja wokalna Hetfielda, który w paru miejscach zbliża się siłą i manierą głosu do tego, co zaprezentował kilkanaście lat temu (sic!) na "S&M". Słychać, że nadal bawi się swoimi partiami lekko zmieniając ich linie melodyczne (posłuchajcie uważnie "Fuel"). Za pewną ciekawostkę może uchodzić fakt zaśpiewania przez niego pełnego tekstu pierwszej zwrotki "Master…", którą najczęściej dzielił na spółkę z publiką. Cieszy także wyraźne brzmienie gitary basowej, z którym Metallica miewała w swojej historii nie zawsze po drodze. Pozycja Roberta Trujillo w grupie wydaje się dziś o wiele silniejsza niż kiedykolwiek miało to miejsce w przypadku Jasona Newsteda.  

Dobór repertuaru znajdzie zapewne tylu entuzjastów co malkontentów. Przy tak pokaźnej, jak i różnorodnej stylistycznie dyskografii, ciężko byłoby jednak zespołowi zadowolić każdego. Trochę dziwi brak "Sad But True", "Welcome Home (Sanitarium)" i  "Seek and Destroy", które grupa zagrała wtedy w Vancouver. Jednocześnie pozytywnie zaskakuje zaprezentowanie instrumentalnego "Orion", w którym koneserzy zapewne odnajdą drobne różnice w porównaniu z wersją oryginalną. Poza utworami z klasycznych pierwszych pięciu albumów (które każdy szanujący się fan zna zapewne na pamięć), Metallica przypomniała także idealne na koncert "Fuel" i "Memory Remains" z niedocenianego okresu "Load"/"Reload" oraz - dość nieoczywisty wybór - "Cyanide" z "Death Magnetic". Tradycyjnie zabrakło czegokolwiek z kontrowersyjnego "St. Anger", choć akurat i na tej płycie znalazłyby się momenty warte zaprezentowania.

Mimo zalet, "Through The Never" pozostaje nadal gratką głównie dla fanów Metalliki i nie zapisze się w historii rocka tak złotymi zgłoskami jak choćby "Live Sh*t". Podobnie jak zeszłoroczna EP-ka "Beyond Magnetic" i cały cykl wydanych w ubiegłych kilku latach płyt DVD, zdaje się być tylko przystawką do kolejnego albumu zespołu, który ponoć będzie nam dane usłyszeć w 2014 r.

Jacek Walewski